Przez prawie siedem i pół wieku kawałek materiału był czczony, ponieważ nosił wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa, ale w 1988 roku wyniki badania węglowego wykazały, że materiał nie mógł być datowany wcześniej niż na rok 1260. Kolejne badania potwierdzają, że nie pochodzi on z I wieku, a i odciśnięty obraz nie jest wizerunkiem Jezusa Chrystusa. Więc czyje odbicie widnieje na świętej tkaninie?
Inspiracja: „Dziedzictwo Templariuszy” Steve Berry, wyd. Sonia Draga, 2006 r.
„Drugi Mesjasz” Ch. Knight i R. Lomas, wyd. Orpheus, 1997 r.
Zakon Templariuszy, domena publiczna
Templariusze, Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, założony ok. 1118 r. w Jerozolimie przez 9 ubogich rycerzy jest jednym z najsłynniejszych średniowiecznych zakonów. Powstał przede wszystkim po to, aby chronić pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej (pamiętajmy, że są to czasy krucjat). Otrzymali oni na swoją główną kwaterę, stojący na wzgórzu świątynnym, przebudowany na kościół meczet Al- Aksa oraz część pobliskiego pałacu. Reguła mówi, że nowi zakonnicy odpowiedzialni są tylko przed papieżem i tylko w kwestiach o najwyższej doniosłości.
Dzięki sprawnej administracji zakon bardzo szybko zaczął się bogacić. Za ochronę pielgrzymów i szlaków pielgrzymkowych pobierał opłaty, w zamian za przyjęcie w swoje szeregi zabierał majątek kandydatów, a co najważniejsze posiadał coś bardzo cennego dla kościoła, co później stanowiło kartę przetargową w rozmowach z papiestwem. Nie wiadomo do końca co to było. Niektórzy twierdzą, że Święty Graal, inni że relikwie Pasji Chrystusa, a jeszcze inni, że były to dokumenty, które mogły doprowadzić do upadku nie tylko Kościoła, ale całego chrześcijaństwa. Z czasem zakon zmienił charakter i stał się jedną z najpotężniejszych sił militarnych krzyżowców. Nie wiadomo dlaczego otrzymali oni wówczas ogromne latyfundia, lasy, pola i pieniądze. Na terenach, które mieli pod swoją opieką wznosili zamki, fortece i twierdze. Podległa im ludność płaciła podatki, więc skarbiec zakony nigdy nie świecił pustkami. Udzielali również pożyczek możnym, książętom i królom. Do zapisywania transakcji i do spisów inwentarzy oraz umów stosowali opracowany przez siebie szyfr. Odczytać go mogli tylko ci, którzy mieli odpowiedni klucz. Przez dwa stulecia templariusze cieszyli się przywilejami nadawanymi przez papieży, uznaniem kolejnych królów oraz bezprecedensowym autorytetem i prestiżem, szybko uzyskując pozycję jednego z najpotężniejszych i najbogatszych zakonów chrześcijaństwa. I to wystarczyło, aby wzbudzić chciwość i zazdrość…
Kontrowersje, tak naprawdę dotyczą wszystkich relikwii pasyjnych takich jak: Sudarium z Oviedo, Tunika z Argenteuil czy Chusta z Manoppello, ale to Całun budzi ich najwięcej. Pierwszą fotografię tkaniny, która to ujawniła negatywowy charakter wizerunku wykonał Secondo Pia w 1898 r. Późniejsze dyskusje, badania i spory na temat jego autentyczności przybrały gigantyczny rozmiar. Powstała nawet nowa dziedzina nauki- syndonologia, zajmująca się badaniem relikwii Pasji Chrystusa, w szczególności Całunu Turyńskiego.
„Widnieje na nim słabo odciśnięty zarys nagiej postaci wysokiego mężczyzny — z jednej strony znajdują się dwa wizerunki będące odbiciem przodu i tyłu postaci. Obie sylwetki zwrócone są do siebie głowami, w ten sposób jakby powstały w ten sposób, że na płótno położono denata, po czym nakryto go drugą połową. Obraz przedstawia coś, co wygląda na krwawe ślady ran, takich jak te, które zadano Chrystusowi w czasie męki”.
CałunMimo szeregu badań, niestety naukowcy nie są w stanie określić w jaki sposób wizerunek został utrwalony na płótnie.
Rzecz w tym, że posiada on dość dużą liczbę cech charakterystycznych, a wszystkich jednocześnie nikomu nie udało się odtworzyć.
W 1988 r. zostały pobrane próbki do badania metodą węglową C14, aby określić datowanie i pochodzenie tkaniny. Prowadzono je niezależnie w laboratoriach w Zurychu, Oksfordzie i Tucson w Arizonie. I tu sensacja: wszystkie ośrodki określiły datę powstania całunu między 1260 a 1390 rokiem z 95% prawdopodobieństwem. Stwierdzono również, że próbki pobrane do datowania były niejednorodne pod względem składu izotopowego, czyli po prostu mogły pochodzić z tkaniny, którą był on naprawiany jeszcze w średniowieczu. Niestety nie zdecydowano się na pobranie większej ilości próbek, a z zapasową, która miała służyć do weryfikacji wyników badań nie wiadomo co się stało. Cokolwiek by nie mówić to naukowcy nadal nie byli w stanie określić skąd i czyj to wizerunek.
Informacje o Całunie, podobnie jak o chuście, którą nakryta była twarz Chrystusa pojawiały się już w starożytnych manuskryptach, więc z pewnością były one autentyczne.
Dla zwolenników teorii, że tkanina jest fałszerstwem, argumentem potwierdzającym jest właśnie datowanie Całunu. Ciekawostką jest to, że w 1989 r. 45 anonimowych biznesmenów złożyło darowiznę miliona funtów dla laboratorium w Oksfordzie, rzekomo w podzięce za „obalenie” autentyczności Całunu Turyńskiego. Co i tak nie miało wpływu na wiarę w jego autentyczność. Nadal chrześcijanie uważają, że widnieje na nim obraz Chrystusa.
I tutaj można przejść do zakonu Templariuszy i ich ostatniego Mistrza Jakuba de Molay, który spłonął na stosie w 1314 r.
Egzekucja ostatniego mistrza Templariuszy,Dwóch naukowców, Christopher Knight i Robert Lomas, badających historię zakonu wysunęło hipotezę, że na tkaninie jest wizerunek Jakuba de Molay. Dlaczego? Ponieważ podczas swojego procesu, był on torturowany tak, jak Chrystus w czasie Pasji. Właśnie do tych badań odnosi się w swojej książce Steve Berry. Co ciekawe nawet sam Kościół ich nie neguje, pozostawiając osąd wiernym. Korzystając z najnowszych technik naukowych, badacze wyjaśniają dziwną chemię molekularną, która stworzyła ten artefakt. Epicka historia kryjąca się za Całunem zaczyna się od ukrzyżowania Jezusa, kiedy to, jak pokazują autorzy, jego nauki zostały zepchnięte do podziemia, a wyznawców karano śmiercią. Potem pojawia się historia działalności templariuszy, aż do procesów jego członków i likwidacji Zakonu.
Aresztowania zarządzone przez króla Filipa Pięknego, rozpoczęły się w jednym dniu- 13 października 1307 r. (a był to piątek, stąd przekonanie o nieszczęśliwych i pechowych wydarzeniach mających miejsce w tym dniu). Jakub de Molay zostaje zatrzymany wraz ze 140 innymi rycerzami w Hôtel du Temple pod takimi samymi zarzutami, jakie wysuwano wobec wszystkich zakonników ( w skrócie chodziło o herezję, świętokradztwo, czary, rozpustę i spiskowanie z Saracenami). Opuszczeni przez Kościół, poddani torturom Inkwizycji, przyznają się do zarzucanych im zbrodni, nawet najbardziej wymyślnych. Sam Jakub de Molay na początku również przyznał się, by w obliczu śmierci odwołać zeznania i rzucić „klątwę przeklętych królów”. Operację prowadził tzw. Strażnik Pieczęci- Guillaume de Nogaret. W tym samym czasie król skonfiskował „cały” majątek zakonu. Papież Klemens V, który stanął po stronie króla i w 1312 r., nieodwołalnym dekretem i obowiązującym na zawsze, rozwiązuje zakon. Bullą papieską przekazano majątek templariuszy innemu zakonowi rycerskiemu: szpitalowi Saint-Jean-de-Jérusalem (joannici), czyli popularnemu dzisiaj Zakonowi Maltańskiemu. Natomiast, ci którym udało się przetrwać prześladowania odzyskali część portugalskich posiadłości.
Wracając do ostatniego mistrza zakonu i do Całunu…
Badacze podali dość skrupulatny opis tortur, jakim de Molay był poddany. Nie tylko go biczowano, ale również ukrzyżowano:
„…wciągnięto go do dużych drewnianych drzwi, kazano mu stanąć na czymś w rodzaju podnóżka, a jego prawą rękę wykręcono w linii prostej nad głową, gdzie była przytrzymywana szorstkim gwoździem wbitym między kość promieniową a kość udową , tuż nad nadgarstkiem. Jego lewe ramię zostało wyciągnięte na bok i przybite gwoździami w pełnym rozciągnięciu. Następnie odrzucono podnóżek, powodując natychmiastowe przemieszczenie prawego ramienia, gdy cały ciężar ciała został przeniesiony na ramię pionowe. W końcu trzecie gwóźdź został wbity między drugie i trzecie śródstopie prawej stopy, a kolana ugięte w górę, tak że obie stopy mogły być przybite płasko do drzwi, jedna nad drugą. W desperackiej próbie złagodzenia bólu w ramieniu ukrzyżowany mężczyzna próbował stanąć na żelaznym kolec, który teraz wbijał mu się w stopy, ale kąt jego kolan uniemożliwiał nawet tę niewielką ulgę. Doświadczeni inkwizytorzy uznali, że użycie drzwi jest zarówno wygodne, jak i skuteczne, ponieważ zapewnia doskonały sposób na zastosowanie kontrolowanej agonii. Prosty akt otwierania drzwi, kołysania nimi trochę tam i z powrotem, a od czasu do czasu zatrzaskiwania ich, wysyłał przerażające fale uderzeniowe przez ich ofiarę, która była na skraju obłąkania”.
Po ściągnięciu rycerza z drzwi, owinięto go w płótno i pozostawiono w celi. To właśnie na tym płótnie miał odbić się wizerunek umęczonego człowieka, przechowywany jako relikwia przez pozostałych przy życiu rycerzy i ich zwolenników. Jednak sami badacze nie byli w stanie powiedzieć jakim sposobem wizerunek został utrwalony. Po prostu jest to cud.
Pieczęć Templariuszy3. 25 października 2007 roku, Watykan opublikował materiały dotyczące śledztwa w sprawie Zakonu. Wśród nich znalazł się słynny Pergamin z Chinon, który zawierał relację z przesłuchania czterech przywódców Templariuszy przeprowadzonego z ramienia papieża. Pergamin z Chinon poświadcza, że przywódcy zakonu zostali uznanych za niewinnych w sprawie herezji i otrzymali absolucję ze strony kardynałów, którzy działali w imieniu papieża. Niemniej, Klemens V nie cofnął decyzji o rozwiązaniu zakonu, nie zrehabilitował jego przywódców, nie odwołał nakazu ścigania Templariuszy, ani nie zaapelował do króla Francji o zwrot ich dóbr.
Pergamin z Chinon
Templariuszy uznaje się za twórców ideologii wolnomularstwa i za „ojców” masonerii. Do dzisiaj istnieją organizacje wolnomularskie, które uznają się za spadkobierców Zakonu.