Dorota Pietruszka przedstawia

suplement historii

Nazistowska wyprawa do Tybetu: okultyzm, Agharta i tajemnice Himmlera

W 1938 roku Niemcy, pod egidą elitarnej organizacji SS-Ahnenerbe, wysłały tajemniczą ekspedycję naukową do Tybetu. Oficjalnie była to wyprawa antropologiczna, mająca na celu badania rasowe i etnograficzne. Jednak w cieniu nauki kryły się obsesje samego Heinricha Himmlera: fascynacja okultyzmem, poszukiwanie pradawnych aryjskich korzeni oraz legenda mitycznego królestwa Agharty. Z wyprawą tą związanych jest wiele kontrowersji, teorii spiskowych i niezwykłych artefaktów – w tym słynny „Żelazny Człowiek”.


SS-Ahnenerbe i nazistowski kult pradawnej wiedzy

SS-Ahnenerbe, czyli „Dziedzictwo Przodków”, była instytutem badawczym założonym przez Himmlera w 1935 roku. Miał on za zadanie udowodnić rzekomą wyższość rasy aryjskiej oraz odtworzyć jej duchowe i historyczne korzenie. Ahnenerbe prowadziło dziesiątki wypraw archeologicznych i etnograficznych – od Norwegii po Bliski Wschód. Jednak wyprawa do Tybetu wyróżniała się mistycyzmem i niejasnymi celami.

Dowódcą wyprawy był SS-Sturmbannführer Ernst Schäfer – zoolog, ale też zaufany człowiek Himmlera. Oficjalnie ekspedycja miała badać florę, faunę, klimat, a także lokalne zwyczaje i typy antropologiczne Tybetańczyków. Jednak nieoficjalnie chodziło o coś znacznie bardziej ezoterycznego – poszukiwanie bramy do innego świata.

Ernst Schäfer

Po co naziści pojechali do Tybetu?

Dla Heinricha Himmlera, jednego z najpotężniejszych ludzi Trzeciej Rzeszy i głównego architekta systemu SS, Tybet nie był tylko geograficznym marginesem Azji – był symboliczną bramą do pradawnej wiedzy i duchowego dziedzictwa, które miało potwierdzać nazistowskie mity o pochodzeniu „rasy panów”. W jego przekonaniu (i przekonaniach nurtu Ahnenerbe, czyli instytutu zajmującego się „dziedzictwem przodków”) Tybet był nie tylko odległy geograficznie, ale również czasowo – niczym skamielina ukryta w górach, przechowująca tajemnice zapomnianych cywilizacji.

W nazistowskiej pseudonauce istniało przekonanie, że Aryjczycy nie pochodzili z Europy, lecz z Azji Środkowej – a konkretnie z okolic Himalajów. Tybet miał być ostoją przetrwałej, nieskażonej cywilizacji, duchowego rdzenia ludzkości, który uległ zapomnieniu w zachodnim świecie. To właśnie tam Himmler i jego okultystyczni doradcy wierzyli, że można odnaleźć dowody na istnienie prarasy, która rzekomo panowała nad światem w zamierzchłej przeszłości.

SS interesowało się również buddyzmem tantrycznym, mantrami, rytuałami, a nawet… telepatią. Himmler wysłał nawet pytania do Dalajlamy przez uczestników wyprawy, dotyczące reinkarnacji i możliwości kontaktu z innymi wymiarami istnienia. Choć oficjalne źródła nie zawierają pełnej korespondencji z Dalajlamą (ówcześnie była to osoba bardzo młoda), istnieją relacje świadczące o zainteresowaniu niemieckich badaczy rozmowami z tybetańskimi lamami, którzy opowiadali o „wielkich cyklach istnienia”, „wewnętrznym oku”, „kanałach energetycznych” i „świętym dźwięku OM” jako bramie do innego stanu bytu.

Naziści w Tybecie, Gayokang, wyprawa z ministrem króla Tharing
 Fot. Ernst Schäfer/Archiwum Federalne

„Żelazny Człowiek” – tajemniczy artefakt

W trakcie wyprawy lub w jej wyniku (sprawa do dziś niejasna) naziści zdobyli posąg przedstawiający postać przypominającą buddyjskie bóstwo. Figurkę nazwano „Żelaznym Człowiekiem” (Iron Man). Jest to 24-centymetrowa rzeźba ważąca około 10 kilogramów. Posąg przedstawia postać w stylu buddyjskim, być może jednego z czterech niebiańskich królów (lokapala), ale z dziwnie stylizowaną twarzą. Na piersi figury widnieje swastyka, symbol szczęścia w buddyzmie, który został później zawłaszczony przez nazistów. Analizy wykazały, że posąg został wykonany z rzadkiego rodzaju meteorytu, znanego jako ataksyt, pochodzącego z meteorytu Chinga, który spadł na Ziemię około 15 000 lat temu w rejonie Mongolii i Syberii.

Dla nazistów mogła to być „zapowiedź” pradawnych bogów-wojowników Ariów, bądź pozostałość po wysoko rozwiniętej cywilizacji. Po wojnie artefakt zaginął, pozostawał w prywatnej kolekcji w Niemczech aż do 2007 roku, kiedy to został udostępniony do badań naukowych. Część badaczy sugeruje, że jego pochodzenie i moc mogły być ściśle powiązane z legendą Agharty. Inna legenda łączy ją z wejściem do Agharty, podziemnego świata ukrytego pod Himalajami. „Żelazny Człowiek” miał być tokenem lub kluczem do aktywacji „bramy duchowej”, prowadzącej do tego tajemnego świata.

Obrazek posiada pusty atrybut alt - plik: image-10.png
Posążek „Żelaznego człowieka: przedstawia boga Wajśrawanę, który trzyma w ręku owoc cytrusowy, symbol bogactwa. Dla członków nazistowskiej ekspedycji większą wartość stanowiła wyryta na brzuchu postaci swastyka, która w buddyzmie jest symbolem szczęścia (Fot. Elmar Buchner ASSOCIATED PRESS)

Agharta – podziemne królestwo i Pan Świata

Agharta (lub Agartha) to legendarna kraina mająca znajdować się głęboko pod powierzchnią ziemi, często kojarzona z Himalajami, Tybetem lub Syberią. Idea ta pojawiła się w ezoterycznych pismach już w XIX wieku i była rozwijana przez takich autorów jak Alexandre Saint-Yves d’Alveydre i Ferdinand Ossendowski. Ten ostatni w swojej książce „Bestie, ludzie, bogowie” (1922) opisał spotkania z lamami, którzy mówili mu o podziemnym imperium, zamieszkałym przez istoty posiadające potężną wiedzę, zdolną zmieniać losy świata.

Według legend, Agharta miała być duchowym i technologicznym centrum planety, miejscem, gdzie zgromadzona została wiedza zaginionych cywilizacji – Atlantydy, Lemurii i innych. Miała być także schronieniem dla istot doskonalszych od człowieka – zarówno duchowo, jak i technologicznie. Według niektórych wersji, wejścia do Agharty znajdują się w Tybecie, wulkanach, na Antarktydzie, a nawet w jaskiniach Ameryki Południowej.

Centralną postacią tej legendy jest tzw. Pan Świata – mityczny władca Agharty, uznawany za istotę duchowo wyższą, niemal boską. Wierzono, że komunikuje się z duchowymi przewodnikami ludzkości, wpływa na globalne wydarzenia, a jego decyzje mają konsekwencje dla całej cywilizacji. Według niektórych ezoterycznych doktryn, Pan Świata ma kontakt z niebiańską hierarchią i czuwa nad przebudzeniem duchowym ludzkości.

W nazistowskiej interpretacji Pan Świata miał być strażnikiem pradawnej aryjskiej mądrości – wiedzy, która może dać dostęp do potężnych energii i technologii, w tym tzw. Vril – tajemniczej siły opisywanej jako energia kosmiczna, zdolna do niszczenia i tworzenia.

#image_title

Teorie spiskowe wokół wyprawy SS do Tybetu

Wokół wyprawy Schäfera narosło wiele teorii spiskowych. Oto niektóre z nich:

  • Vril i starożytna technologia – teoria, według której naziści poszukiwali energii „Vril” – pierwotnej siły zdolnej napędzać maszyny, manipulować materią i myślami. Miała ona pochodzić z Atlantydy lub gwiazd i być ukryta w Tybecie lub Agharcie.
  • UFO i latające spodki – według niektórych relacji, zdobyta w Tybecie wiedza miała być podstawą do konstruowania przez SS prototypów Haunebu i Die Glocke – niemieckich statków powietrznych o napędzie antygrawitacyjnym.
  • Kontakt z istotami nie z tego świata – teoria zakłada, że naziści próbowali nawiązać kontakt z istotami z Aldebarana (gwiazdozbiór Byka), które rzekomo były przodkami Ariów.

Vril, Ariosofia i ezoteryczne korzenie nazizmu

Fascynacja Himmlera okultyzmem nie była przypadkiem. Czerpał on z ideologii Ariosofii – nurtu łączącego rasizm, mistycyzm i gnozę. Jej twórcy, Guido von List i Jörg Lanz von Liebenfels, głosili, że Aryjczycy to boska rasa o czystej krwi, która utraciła swą potęgę przez zmieszanie z „niższymi rasami”.

Wspomniane wcześniej towarzystwa Thule i Vril, propagowały idee o duchowym przebudzeniu aryjskiej rasy, technologiach opartych na sile umysłu oraz kontaktach z pozaziemską inteligencją. Niektóre źródła wskazują, że Himmler traktował je niezwykle poważnie, a wyprawa do Tybetu miała być próbą potwierdzenia ich tez – i zdobycia realnej potęgi.

Idea Vril – tajemnicza siła napędowa

Koncepcja Vril wywodzi się z powieści science fiction Edwarda Bulwer-Lyttona z 1871 roku pt. „The Coming Race”. Opisuje ona wysoko rozwiniętą rasę istot, która włada tajemniczą energią o nazwie Vril – zdolną zarówno niszczyć, jak i leczyć, kontrolować umysły, a nawet unosić maszyny w powietrzu. Mimo literackiego pochodzenia, teoria Vril została w XX wieku przyjęta przez okultystów jako realna siła kosmiczna, której dostęp oznaczałby niemal boską potęgę.

W Niemczech przedwojennych niektórzy okultyści i pseudonaukowcy, tacy jak Karl Haushofer, Dietrich Eckart i Maria Orsic (rzekoma medium z Towarzystwa Vril), rozwijali teorię Vril jako starożytnej mocy należącej do rasy aryjskiej, która miała pochodzić z zaginionej cywilizacji – np. Atlantydy lub podziemnej Agharty. Słynna medium Maria Orsic, to jedna z najbardziej tajemniczych postaci związanych z Vril, o której milczą archiwa nazistowskie. Podczas transów i automatycznego pisma miała otrzymywać przekazy w języku przypominającym starosumeryjski. Język ten miał – według interpretatorów – pochodzić od istot z układu Aldebaran (gwiazda w gwiazdozbiorze Byka, oddalona o 65 lat świetlnych od Ziemi). Te humanoidalne, jasnowłose istoty miały być przodkami rasy aryjskiej, która przybyła na Ziemię tysiące lat temu i jak łatwo się domyślić była duchowo i technologicznie wyżej rozwinięta niż ludzie. Przekazy miały zawierać informacje o dawnych migracjach pozaziemskich na Ziemię, technologii napędu antygrawitacyjnego (Vril-Antrieb), istnieniu energii „Vril” jako życiodajnej, wszechobecnej siły kosmicznej oraz planach budowy statków kosmicznych zdolnych dotrzeć do Aldebarana. Rzekomo wykorzystano je w hitlerowskich projektach latających spodków (tzw. Haunebu i Die Glocke – „Dzwon”). Medium Maria Orsic zniknęła w 1945 roku. Niektórzy twierdzą, iż razem z najbliższymi współpracownikami opuścili Ziemię za pomocą ukończonego statku Vril-7 i zabrali ze sobą plany technologii, które po wojnie nie trafiły w ręce aliantów. Ponieważ jej wiedza była tak niebezpieczna, że zniknęła z wszelkich oficjalnych rejestrów. Najbardziej fantastyczna teoria głosi, że część elit SS zdołała po wojnie schronić się w Agharcie lub na Antarktydzie, skąd planują powrót by zaprowadzić nowy porządek świata!

Maria Orsic

Ariosofia – ezoteryczny rasizm

Ariosofia była ezoteryczno-narodowym ruchem, który połączył elementy okultyzmu, mistycyzmu germańskiego, pseudohistorii i rasizmu. Twórcami tego nurtu byli Guido von List i Jörg Lanz von Liebenfels, którzy głosili, że rasa aryjska pochodzi od boskich istot, a jej krew zawiera specjalną duchową energię. Wierzyli, że tylko „czysta” krew germańska może zapewnić dostęp do pradawnych mocy i że inne rasy są „degeneracją”.

To właśnie Ariosofia zainspirowała wielu członków niemieckich stowarzyszeń okultystycznych – zwłaszcza Towarzystwo Thule (Thule-Gesellschaft), które było prekursorem NSDAP i miało silne powiązania z wczesnymi strukturami partii nazistowskiej.

Towarzystwa Thule i Vril

  • Towarzystwo Thule skupiało się na poszukiwaniu mistycznych korzeni rasy aryjskiej, starając się dowieść istnienia legendarnej Thule – zaginionej nordyckiej cywilizacji. Ich działalność łączyła się z germanofilskim nacjonalizmem i okultyzmem.
  • Towarzystwo Vril, według niektórych źródeł (głównie opartych na tekstach konspiracyjnych), miało być tajną organizacją kobiet-medium, które kontaktowały się z istotami pozaziemskimi i przekazywały informacje o budowie UFO zasilanych energią Vril.

Nie istnieją jednak twarde dowody historyczne na istnienie formalnego Towarzystwa Vril – większość informacji pochodzi z publikacji z lat 60. i 70. XX wieku, które często mieszają fakty z fikcją.

Tybet jako „aryjski Eden”

W kontekście tej ideologii wyprawa do Tybetu nabiera innego znaczenia. Himmler i SS mogli wierzyć, że gdzieś w Himalajach przetrwała starożytna wiedza aryjska – może pochodząca z Thule, Atlantydy czy Aldebarana. Tybet jawił się jako miejsce izolowane, nienaruszone przez wpływy nowoczesności, pełne mnichów, tajemniczych rytuałów i przekazów, które mogły pomóc w duchowym i biologicznym „odrodzeniu” rasy panów.

Niektórzy twierdzą nawet, że celem było zdobycie kodów genetycznych lamów i mnichów – jako potomków dawnych Ariów – by wzmocnić aryjską linię krwi w III Rzeszy.

https://www.crystalinks.com/vril.html

Historia czy mit?

Chociaż wiele z tych historii brzmi jak fantastyka, nie sposób zaprzeczyć, że naziści z SS-Ahnenerbe naprawdę byli w Tybecie, że przywieźli stamtąd egzotyczne artefakty, a ich przywódcy głęboko wierzyli w okultystyczne wizje. Wyprawa do Tybetu stała się dla wielu symbolem groźnego połączenia pseudonauki, rasizmu i mistycyzmu – oraz przestrogą przed ideologią szukającą legitymizacji w mitach.

Posążek „Żelaznego człowieka:, przedstawia boga Wajśrawanę, który trzyma w ręku owoc cytrusowy, symbol bogactwa. Dla członków nazistowskiej ekspedycji większą wartość stanowiła wyryta na brzuchu postaci swastyka, która w buddyzmie jest symbolem szczęścia (Fot. Elmar Buchner ASSOCIATED PRESS)

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *