Fresk „Ostatnia Wieczerza” Leonarda da Vinci w refektarzu klasztoru przy Santa Maria delle Grazie w Mediolanie
Inspiracja: „Tajemna wieczerza” Javier Sierra, wyd. Albatros 2006 r.
„Zawsze gdy podziwiasz jakiś obraz, pamiętaj, że zgłębiasz najbardziej szlachetną spośród sztuk. Nigdy nie pozostawaj na powierzchni: przedostań się do wnętrza sceny, poruszaj się wśród przedmiotów i postaci, poszczególnych elementów, odkrywaj geometrię, myszkuj w tle. W ten sposób odkryjesz prawdziwe znaczenie tego obrazu. Lecz ostrzegam: do tego potrzeba odwagi! Nierzadko to, co odkrywamy na takim malowidle ściennym jak to, które masz przed oczami, znacznie odbiega od tego, czego oczekiwaliśmy (…)”
„Ostatnia Wieczerza” to dzieło, które wzbudza tak wiele emocji, jak wiele jest teorii na jego temat. Wielu badaczy, setki hipotez i snucie teorii spiskowych powodują, że obraz Leonarda cieszy się ogromną popularnością. Nie sposób odnieść się do choćby części z nich, i dlatego wybrałam tylko kilka.
Pod koniec 1494 r. Lodovico Sforza poprosił Leonarda da Vinci o wykonanie malowidła „Ostatnia Wieczerza” w klasztorze Santa Maria delle Grazie. Razem, a właściwie obok miał pracować Giovanni Donato da Motorfano, który miał namalować scenę „Ukrzyżowania”. Nie było to nic dziwnego, ponieważ często zapraszano dwóch artystów do pracy w tym samym czasie, aby nawzajem siebie dopingowali (tak samo było podczas malowania fresków w Kaplicy Sykstyńskiej). W przeciwieństwie do Leonarda, Giovanni miał spore doświadczenie w malowaniu fresków.
Już od początku były problemy – mistrz nałożył bowiem zbyt gruby tynk (mieszankę trocin, sukna, kleju wapna i piasku) i na szablonie mającym 9 m szerokości rozpoczął pracę. Niestety tynk nie był wyschnięty, stąd późniejsze kłopoty. Do malowania używał farb olejnych, które sam tworzył (olej z orzechów, lnu, gorczycy i jałowca) i malował dzieło oboma rękami, często rozcierając poślinionym kciukiem farby (stąd można by pobrać DNA). Nieprawdopodobnie się przy tym cieszył, bo sam proces mieszania i podgrzewania mieszanki służył mu do poszukiwania idealnej kompozycji – a takie poszukiwanie było dla mistrza najcenniejsze (prawdopodobnie korzystał z pracy Theophilusa Presbytera, który na przełomie XI/XII wieku opisał zastosowanie oleju jako podstawy do pigmentu).
Planując malowidło, Leonardo wymierzył ścianę i tam, gdzie miał być nos Chrystusa, wbił gwóźdź, po czym rozprowadził sznurki tworząc idealną symetrię. Wyznaczył 4 grupy po trzech Apostołów i trzy okna za Chrystusem w każdej z nich (co mogło być nawiązaniem do Trójcy Świętej).
Mówiono, że malowidło miało być malowane pod natchnieniem Ducha Św. i miało być wieczne, ale niestety już za życia artysty zaczęło się psuć i powoli rozpadać. Mimo wielu renowacji jest niestety w nie najlepszym stanie. Uważa się, że do dzisiaj przetrwało zaledwie 20 proc. oryginalnego dzieła.
Jako główny temat Leonardo wybrał moment, kiedy Jezus powiedział do uczniów: „Jeden z was mnie zdradzi”. Oblicza i gesty apostołów przedstawiają całą gamę uczuć – zdziwienie, oburzenie, szok, strach, gniew.
Najwięcej wątpliwości budzą postacie zebranych przy stole apostołów. W samym centrum mamy oczywiście postać Chrystusa, nieco większą od pozostałych (żeby zachować odpowiednią perspektywę nazywaną magiczną) i świętego Jana (zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że jest to Maria Magdalena – bo Jan ma piękną kobiecą twarz i długie włosy). Maria Magdalena uważana jest zresztą przez niektórych za żonę Chrystusa, matkę jego dzieci i założycielkę dynastii Merowingów. Fakt ten miałaby potwierdzać litera „M”, którą tworzą kontury ciał pary. Podobno oznacza słowo „Matrimonio”, czyli „małżeństwo”. Poza tym rzekomym symbolem Marii jest też węzeł, symbol małżeństwa.
Jednocześnie niektórzy historycy twierdzą, że na obrazie widnieje podpis Leonarda da Vinci – litera „V”.
Zagadką jest również nóż trzymany prawdopodobnie przez Judasza – co ma oznaczać gotowość do zdrady. Jednak gdyby faktycznie miała być to jego dłoń, to musiałaby być ułożona pod innym kątem, bo taki skręt złamałby mu przegub. Nóż widać zza pleców Judasza i tak naprawdę jest on najbliżej niewidocznej dłoni Piotra – więc prawdopodobnie to on trzyma nóż. Pytanie: dlaczego? Może tym właśnie nożem Piotr odciął ucho jednemu z żołnierzy, którzy przyszli pojmać Zbawiciela? Poza tym, kiedy przeliczymy dłonie, okaże się, że jest ich 27, do kogo więc należy ta ręka trzymająca nóż i co ona oznacza? Może jest to błąd Leonarda, który nie zauważył i nie przemalował jej?
Judasz za to trzyma sakiewkę – symbol zapłaty za zdradę, co jest prostsze do interpretacji. Modelem dla Judasza był złodziej znaleziony w tłumie. Ponieważ miał bardzo wyrazistą twarz, rzucił się w oczy mistrzowi. Leonardo tak długo poił go winem, aż uzyskał odpowiedni wyraz twarzy, odpowiadający wizji Judasza- człowieka z jednej strony niewinnego z drugiej zaś skażonego złem.
Z kolei modelem dla Jezusa był młody śpiewak w kościelnym chórze – uduchowiony, czysty, idealny do roli Zbawiciela. Kiedy przez kolejne trzy lata szukał modela dla Judasza, znalazł pijaka i złodzieja. Po namalowaniu wizerunku zdrajcy Jezusa, pijak podszedł do obrazu i przyznał, że widział go już wcześniej. Okazało się, że trzy lata wcześniej był wzorowym obywatelem, pracował i nawet śpiewał w chórze- tam właśnie wypatrzył go Mistrz i uwiecznił go na fresku jako Jezusa! sic!.
Święty Tomasz z kolei przedstawiony jako brodaty mężczyzna wyciągający palec do góry, co oznaczałoby że to ten palec, którym później dotknął rany Chrystusa już po Jego zmartwychwstaniu.
Szymon Apostoł miał być wzorowany na wizerunku samego Platona i symbolizować grecką mądrość.
„W Galerii Uffizi we Florencji znajduje się popiersie Platona, przypisywane greckiemu rzeźbiarzowi Silanionowi, który, o ile nam wiadomo, jako jedyny przedstawił filozofa za jego życia na rozkaz Mitrydatesa w 325 r. p.n.e. Być może mowa tu o tym właśnie popiersiu florenckim lub jakiejś jego kopii, bowiem w istocie rzeźba jest zadziwiająco podobna do apostoła Szymona z Ostatniej Wieczerzy” (przyp. autor książki).
Oczywiście Leonardo również swój wizerunek umieścił na malowidle i jak wszyscy zgodnie twierdzą, jest on Judą Tadeuszem.
Tajemniczy zapis- katarski sakrament?
Kolejną tajemnicą są zapisane w dziele litery. Mają one oznaczać przydomki, które Jezus nadał każdemu uczniowi. I tak np. Mateusz to Voragine, oznacza „dar bystrości”, Szymon Piotr trzy razy zaparł się Chrystusa, dlatego jest literą „N” od Negatio, a biorąc po każdej pierwszej literze każdego z Apostołów „tworzy” się napis: MUT NEM A LOS NOC. Ale ponieważ Leonardo da Vinci zawsze pisał od tyłu trzeba to czytać w odbiciu w lustrze, czyli CON-SOL-A-MEN-TUM.
Consolamentum (z łac. consolari – „pocieszać”) – to jeden z sakramentów Katarów, zapewniający odpuszczenie grzechów i symbolizujący przyjęcie wiernego lub wiernej do grupy Doskonałych- stąd też hipoteza, jakoby Leonardo był Katarem (Doskonały- to człowiek, który po przyjęciu sakramentu nie popełnił już żadnego grzechu i z chwilą śmierci automatycznie otrzymywał zbawienie).
Symbolika i tajemny kod
Znaczący na obrazie staje się także symbol koła- naczynia i chleba na białym stole-ołtarzu oznaczające pierwszą Eucharystię, Krew i Ciało Chrystusa.
Wiele sporów toczy się wokół dwóch następnych elementów. Pierwszym jest symbolika naczynia z rozsypaną solą, która leży koło Judasza. Rozsypana sól symbolizuje nieszczęście, porażkę, utratę wiary w Chrystusa.
Rozsypana sól na reprodukcji obrazu.
Drugim jest problem gatunku ryby, która leży na stole (nie ma zwyczajowej baraniny- dlaczego? bo Leonardo był wegetarianinem). Niektórzy uważają, że jest to śledź, inni że węgorz???
Jest to ważne ze względu na znaczenie tych ryb- śledź oznacza osobę, która zaprzecza religii ( Piotr zaparł się trzy razy Jezusa), węgorz natomiast symbolizuje wiarę w Jezusa- może to jednak zbyt daleko idące poszukiwania symboli ukrytych w malowidle Leonarda? ( Katarowie nie jedli żadnego pożywienia, które pochodziłoby ze stosunku płciowego- jedli tylko ryby, bo wierzyli, że one nie kopulują- kolejna hipoteza dot. przynależności religijnej Leonarda).
Patrząc na dzieło, uwagę przyciąga przede wszystkim osoba Jezusa. Jego postać ma kształt trójkąta równobocznego- jednej z idealnych figur symbolizującej niebiańską doskonałość. Niektórzy mogą twierdzić, że wygląda to na literę A- Alfa- początek- początek nowego lub piramidę- czyli miejsce, w którym łączą się dwa równoległe światy: boski i ludzki. Ciekawe…
Tworząc malowidło Leonardo, zgodnie z jego charakterem i po skrupulatnym analizowaniu wszystkich jego części, niestety opóźniał jego ukończenie. Doszło nawet do tego, że Lodovico zagroził, że nie wypłaci mu umówionych 2000 dukatów (obecnie byłoby to ok.350 tysięcy dolarów). Obrażony Leonardo wyjechał z Mediolanu, ale koniec końców udało się go udobruchać i artysta skonczył swoje dzieło.
Istnieje również hipoteza, że jednym z argumentów dla ponaglenia mistrza było widmo bankructwa klasztoru, bowiem Leonardo przez kilka miesięcy razem ze swoimi uczniami i przyjaciółmi stołował się w klasztornej kuchni i bynajmniej nie jedli potraw serwowanych mnichom. Dokumentem potwierdzającym takie zachowanie Leonarda jest list przeora Vicenza Bandella do księcia Lodovica il Moro, napisany w Wielkim Tygodniu 1496 roku „Panie, minęło już dwanaście miesięcy, odkąd przysłaliście do mnie mistrza Leonarda z zadaniem wykonania zleconej pracy. Przez cały ten czas nie uczynił na naszej ścianie ani jednego maźnięcia pędzlem. Za to w naszych piwnicach dokonał tak wielkich spustoszeń, że niemal zupełnie je osuszył, albowiem mistrz Leonardo chce sprawdzić wszelkie możliwe wina, by wybrać najwłaściwsze dla jego wielkiego dzieła: żadne inne nie wchodzi w rachubę. A co więcej, przez cały ten czas moi bracia cierpią głód, a to dlatego, że mistrz Leonardo dysponuje wedle własnego uznania naszymi kuchniami, tak za dnia jak i nocą, przygotowując dania, które, jak twierdzi, są odpowiednie na jego stół. Lecz nigdy nie jest zadowolony z rezultatów i co więcej, dwa razy dziennie sadza przy stole swych uczniów i sługi, częstując ich tymi potrawami. Panie, błagam Was, byście ponaglili mistrza Leonarda, by wykonał swe dzieło, ponieważ dalsze pozostawanie tu jego samego i jego ludzi doprowadzi nas do nędzy”. (cyt. za Javierem Sierra)
Podobno Leonardo tłumaczył takie zachowanie koniecznością przestudiowania sylwetek jedzących, aby móc wiernie je odtworzyć na obrazie.
Studium Apostołów do malowidła.
Eksperymenty Leonarda z układem stołu i naczyń
Leonardo był obsesyjny, jeśli chodzi o proporcje i układ elementów w scenie. Nie malował od razu – najpierw układał na stole miniaturowe figurki lub modele stołu i naczyń, aby sprawdzić, jak światło pada na każdy przedmiot i postać. Eksperymentował z odległością naczyń od krawędzi stołu, kątem nachylenia kielichów czy chlebów, aby uzyskać wrażenie naturalnej perspektywy i równowagi wizualnej. Te małe „symulacje” pozwalały mu przewidzieć, jak scena będzie wyglądała z miejsca, gdzie siedział widz, i jak oko prowadzone jest ku centralnej postaci Chrystusa.
Technika sfumato
Sfumato, czyli miękkie, prawie niewidoczne przejście pomiędzy kolorami i cieniami, było techniką typową dla Leonarda. Dzięki niej kontury postaci wydają się naturalne, a twarze nabierają subtelnej trójwymiarowości. W „Ostatniej Wieczerzy” sfumato pozwala na uzyskanie efektu realistycznego światła padającego na twarze Apostołów, a także miękkiego przejścia pomiędzy rękami, talerzami i tłem. To sprawia, że obraz wydaje się żywy i dynamiczny, mimo że jest to scena statyczna.
Własne prawa perspektywy Leonarda
Leonardo nie stosował wyłącznie klasycznej perspektywy liniowej – wprowadził własne modyfikacje, które pozwalały na tzw. „perspektywę magiczną”. Polegała ona na tym, że postacie centralne wydają się większe lub bardziej wyraźne w porównaniu z tymi znajdującymi się na obrzeżach. Dzięki temu oko widza jest naturalnie prowadzone do centralnej postaci Chrystusa. Był to zupełnie nowatorski zabieg w epoce renesansu, który wpłynął na późniejsze malarstwo, m.in. Rafaela i Tycjana.
Ukryte symbole astronomiczne w tle
Niektórzy badacze twierdzą, że w architekturze i tle fresku Leonardo umieścił symbole astronomiczne. Okna i układ perspektywiczny miały odpowiadać pozycjom planet lub konstelacji w dniu Ostatniej Wieczerzy. Hipoteza ta wskazuje na zamiłowanie Leonarda do kosmologii i astrologii, a także na jego chęć łączenia nauki i sztuki. Teorie sugerują, że takie elementy miały przypominać, że wydarzenia przedstawione na obrazie mają znaczenie nie tylko duchowe, ale też kosmiczne.
Mapy światła i cienia w pomieszczeniu
Leonardo był mistrzem obserwacji. Zanim przystąpił do malowania, rysował szczegółowe mapy światła i cienia w refektarzu klasztoru Santa Maria delle Grazie. Analizował, jak naturalne światło wpada przez okna w różnych porach dnia, i uwzględniał jego zmianę w ciągu roku. Dzięki temu udało mu się uzyskać realistyczny efekt oświetlenia sceny – światło padało dokładnie tam, gdzie chciał, podkreślając dramatyzm gestów i wyrazów twarzy Apostołów.
„Miniaturowe portrety” mieszkańców Mediolanu
Na fresku można dostrzec postacie, które wyglądają jak zwykli mieszkańcy Mediolanu – dzieci, starcy, kobiety, mężczyźni. Badacze twierdzą, że Leonardo celowo umieścił ich w tle, by odzwierciedlić ówczesne społeczeństwo i nadać scenie realizmu. Niektóre z tych postaci mogą być prawdziwymi osobami z czasów Sforzów – być może członkami dworu lub znajomymi Leonarda. To pokazuje jego dbałość o szczegół i historyczny kontekst przedstawianych wydarzeń.
Późniejsza historia dzieła nie przedstawia się kolorowo.
W 1500 roku powódź w Mediolanie spowodowała nieodwracalne uszkodzenie obrazu, ale zamiast odrestaurować arcydzieło, mnisi w 1566 r. wybili w ścianie drzwi, które „odcięły” nogi Chrystusa. Nieco później nad głową Zbawiciela zawieszono herb mediolański.
Kiedy Mediolan był pod okupacją wojsk francuskich, w kościele zrobiono stajnię, a żołnierze zabawiali się celując w obraz. Mistrzostwem było strzelić w oko każdej namalowanej postaci.
W 1943 r. podczas bombardowania Mediolanu refektarz został zniszczony i kiedy wydawało się, że obraz został stracony na zawsze, okazało się, że jedna za ścian została nienaruszona- i to właśnie ta na której był on namalowany – uratował ją dach, który zawalił się w taki sposób, że uchronił ścianę przed rozpadem.
Po prawej ocalała ściana z malowidłem, zdjęcie z 1943 roku. http://polimaty.pl/2016/03/ostatnia-wieczerza/
Kolejną ciekawostką jest to, że „Ostatnia Wieczerza” Leonarda da Vinci posiada swoją drugą wersję, a nawet trzecią…
Podczas pracy nad książką „Młody Leonardo: Ewolucja rewolucyjnego artysty, 1477-1492” jej autorzy Jean-Pierre Isbouts i Christopher Heath Brown, zupełnie przypadkowo odkryli, że w opactwie w Tongerlo niedaleko Antwerpii znajduje się replika Ostatniej Wieczerzy, wykonana na płótnie przez uczniów Leonarda. Prawdopodobnie Jezusa i Jana namalował sam artysta. Obraz pochodzi z 1507 r. i był wykonany na zlecenie króla Francji Ludwika XII. Do namalowania obrazu użyto tych samych szkiców, co w przypadku fresku, dlatego można sobie łatwo wyobrazić jak wyglądało mediolańskie malowidło w okresie swojej świetności.
Replika Ostatniej Wieczerzy 1507 r., opactwo Tongerlo w Belgii, zob. https://www.youtube.com/watch?v=q7iSp-ErDYk&t=1s
Pracownia Leonarda około 1520 r. zrealizowała także trzecią kopię „Ostatniej Wieczerzy”, która obecnie należy do londyńskiej Royal Academy. Nie jest ona jednak tak wierną repliką jak belgijska.
Co ciekawe jest jeszcze jedna kopia malowidła. Wykonana prawdopodobnie przez kolejnego ucznia Leonarda- Cesare da Sesto, znajduje się obecnie w Kościele Św. Ambrożego w Szwajcarii.
Ostatnia znana kopia Ostatniej Wieczerzy w Kościele Św. Ambrożego w Szwajcarii
Jest wiele zadziwiających historii, z których jeszcze dwie wydają się całkiem interesujące, chociaż mało prawdopodobne.
Astronomiczne ukrycia i daty końca świata
Badaczka Sabrina Sforza Galitzii w 2010 roku opublikowała pracę, w której podaje, że Leonardo wskazał na fresku datę końca świata. Badając matematyczne i astrologiczne elementy malowidła w tzw. przestrzeni lunety czyli elementu sklepienia nad oknem w środkowej części (nad postacią Jezusa) odkryła zagadkę.
Po jej rozwiązaniu wysunęła hipotezę, że Leonardo umieścił tam datę 4006 r. i informację o tym, że świat zginie w wyniku apokaliptycznego potopu trwającego od 31 marca do 1 listopada i od tej daty zacznie się „nowy początek ludzkości”. Jego zaszyfrowane w „Ostatniej Wieczerzy” przesłanie określono również jako „tajne posłanie Dnia Sądu Ostatecznego”.
Jak ona to odczytała, tego nie wie nikt… Badaczka zapowiedziała także kontynuację prac nad innymi dziełami mistrza, które mają wyjaśnić jego ukryte przepowiednie.
Postać Jezusa na „Ostatniej Wieczerzy”
http://www.magazynsztuki.pl/ostatnia-wieczerza-leonardo-da-vinci/, stan obecny
W 2007 roku włoski muzyk Giovanni Maria Pala ogłosił sensacyjną hipotezę: według niego, Leonardo da Vinci, oprócz genialnej kompozycji malarskiej, ukrył w swoim fresku elementy muzyczne. Pala twierdził, że układ rąk Apostołów oraz ustawienie przedmiotów na stole – przede wszystkim chlebów i naczyń – można traktować jak system notacji muzycznej. Każda dłoń, każdy gest, a także pozycja chleba odpowiadały konkretnym dźwiękom.
Analizując fresk w tej perspektywie, Pala „przetłumaczył” wizualne symbole na nuty i uzyskał krótką, 40-sekundową melodię, którą nazwał „Requiem”. Melodia ma charakter hymniczny, pełen dramatyzmu i emocji – według muzyka, jest swoistym muzycznym komentarzem do pasji Jezusa i wydarzeń przedstawionych na obrazie.
Zwolennicy tej teorii uważają, że Leonardo – będący znanym entuzjastą muzyki i sam potrafiący grać na kilku instrumentach – celowo wprowadził tę ukrytą warstwę. Fresk miałby więc działać nie tylko wizualnie, lecz także dźwiękowo: w wyobraźni obserwatora „odczytującego” układ rąk i przedmiotów powstaje harmoniczna ścieżka, która podkreśla dramaturgię sceny.
Co więcej, teoria sugeruje, że utwór mógł być odgrywany na organach piszczałkowych, popularnym instrumencie w czasach Leonarda, który pozwalał na wykonywanie zarówno prostych, jak i złożonych sekwencji dźwięków. W ten sposób artysta mógł połączyć malarstwo, matematykę i muzykę, tworząc wielowarstwowe dzieło, które działało na zmysły w sposób zupełnie nowatorski.
Niektórzy badacze podkreślają, że taka koncepcja wpisuje się w renesansową ideę syntezy sztuk: Leonardo nie ograniczał się do jednej dziedziny – był malarzem, rzeźbiarzem, inżynierem, anatomem, muzykiem i filozofem. Ukryta melodia w „Ostatniej Wieczerzy” miałaby być kolejnym dowodem na to, że każde dzieło mistrza można analizować wieloaspektowo, a jego geniusz wykraczał daleko poza granice wizualnej estetyki.
Niektórzy sceptycy podchodzą do tej teorii z dystansem, twierdząc, że interpretacja Pali jest nadmiernie subiektywna i zależy od chęci odnalezienia wzorców w każdym geście i przedmiocie. Jednak nawet jeśli teoria nie jest w pełni udowodniona, fascynuje tym, że pozwala wyobrazić sobie dzieło Leonarda jako interaktywną kompozycję łączącą sztukę wizualną z muzyką, co idealnie wpisuje się w legendę jego wszechstronnego geniuszu.
Zagadkowe symbole na fresku „Ostatnia Wieczerza” Leonarda da Vinci