Inspiracja: Michael Dobbs „Szpieg w Jałcie”, wyd.: AMF Plus Group, Andrzej Findeisen, 2008r.
Jurij Boriew „Prywatne życie Stalina”, wyd. Oficyna Literatów Rój, 1989r.
O tym, kim był Józef Stalin, wie chyba każdy człowiek. Z pochodzenia Gruzin, ukochany syn matki, Soso – bękart z nieprawego łoża, dziecko popa, choć oficjalnie szewca-alkoholika, który znęcał się nad nim fizycznie i psychicznie. Niedoszły ksiądz, przestępca napadający na banki dla dobra partii, wielokrotny zesłaniec, a w końcu radykalny bolszewik, kinoman, psychopata i najpotężniejszy dyktator XX wieku. Człowiek, który uczynił ze strachu fundament państwa.
https://pixabay.com/pl/photos/search/j%c3%b3zef%20stalin/?manual_search=1
Ile było zamachów na Józefa Stalina? Trudno dzisiaj jednoznacznie określić. Pewne jest to, że żaden z bezpośrednich ataków się nie udał (podobnie jak w przypadku Adolfa Hitlera czy Fidela Castro). Jednak co najmniej kilka z nich miało przebieg godny najlepszego filmu szpiegowskiego, a kulisy niektórych do dziś spoczywają w tajnych archiwach FSB.
Radziecki wódz, trawiony przez lata narastającą manią prześladowczą, był prawdopodobnie najlepiej chronionym człowiekiem swoich czasów. Dostęp do niego miały tylko ściśle wybrane osoby, a każda z nich przed wejściem do gabinetu przechodziła wielostopniową kontrolę. Stalin niemal zawsze nosił pod mundurem specjalnie zamówioną, ciężką kamizelkę kuloodporną i poruszał się wyłącznie opancerzonymi limuzynami marki ZIS, które potrafiły wytrzymać wybuch granatu.
Jego obsesja na punkcie bezpieczeństwa wpływała nawet na wystrój wnętrz. W swoich daczach kazał skrócić wszystkie zasłony o kilkanaście centymetrów – tak, aby nikt nie mógł się za nimi ukryć (stopy zamachowca byłyby natychmiast widoczne). Okna natomiast posiadały wielowarstwowe pancerne szyby. Skrupulatnie sprawdzano wszystkie posiłki pod kątem obecności toksyn, a karafka z wodą na jego biurku była zamykana na specjalny kluczyk, do którego dostęp miał tylko on i zaufany oficer ochrony.
Stalin wykorzystywał też armię sobowtórów. Najsłynniejszy z nich, Feliks Dadajew, przez lata wyręczał dyktatora podczas manifestacji, imprez masowych czy przelotów samolotem. Kiedy kolumna limuzyn ruszała z Kremla, nikt – włączając w to większość ochrony – nie wiedział, w którym pojeździe znajduje się prawdziwy Stalin. Ponieważ panicznie bał się latania, dalekie podróże odbywał pancernym pociągiem. Na całej trasie, co kilkanaście metrów wzdłuż torów, stali uzbrojeni funkcjonariusze NKWD.
Jurij Boriew w książce „Prywatne życie Stalina” sugeruje, że wiele prób zamachów było starannie wyreżyserowanymi spektaklami. Za kulisami stał często Ławrientij Beria. Nie chciał on zabić Stalina (przynajmniej do czasu), lecz pragnął utrzymywać go w permanentnym stanie zagrożenia. Dzięki temu pozycja szefa służb specjalnych jako jedynego gwaranta bezpieczeństwa wodza była nienaruszalna.
Incydent armatni: Podczas wypoczynku nad Morzem Czarnym Stalin usłyszał wystrzał armatni w pobliżu swojej motorówki. Wpadł w panikę. Oficjalnie ogłoszono to zamachem, choć w rzeczywistości był to sygnał alarmowy garnizonu w sprawie wypadku żołnierza. „Spiskowców” oczywiście rozstrzelano.
Krymska inscenizacja: Podczas rejsu wzdłuż brzegów Krymu grupa mężczyzn ostrzelała kuter Stalina. Beria z narażeniem życia osłonił wodza własnym ciałem. „Zamachowcy” nie wiedzieli, że strzelają ślepymi nabojami, ani że zostaną zlikwidowani prawdziwą amunicją przez czekające w zasadzce NKWD.
Pułapka na kucharza: Trzecim „przygotowanym” zamachem było wydarzenie na kolacji na Kremlu. Beria przed posiłkiem rozmawiał z kelnerem, a źródła tak opisują całe zdarzenie: „Beria (…) spytał kucharza, czy ma pistolet.
– Nie – odparł kucharz – po co mi pistolet?
– A nuż przyjdzie wam bronić towarzysza Stalina. Należycie przecież do jego najbliższego otoczenia, koniecznie musicie mieć broń.
Kucharz posłusznie przyjął pistolet od Berii i wrócił do pracy. Kiedy przyszedł czas na kolację osobiście ją podawał. Nagle Beria wstał i wykrzyknął: „Oddać broń!”. Kucharz wpadł w panikę, sięgnął po pistolet i próbował się tłumaczyć” Niestety nie dane mu było wyjaśnić całą sytuację ponieważ Beria zabił „zamachowca i wroga rewolucji”.
Mimo paranoi Stalina, zagrożenie ze strony obcych mocarstw było realne.
Pod koniec 1938 r. wywiad japoński wysłał sześciu bojowników z „Związku Rosyjskich Patriotów”. Mieli oni przeniknąć do sanatorium w Soczi. Spisek udaremnił agent „Leo”. Japończycy próbowali też zdetonować ładunki w Mauzoleum Lenina podczas pochodu 1 maja, ale i ta próba została rozbita przez radziecki kontrwywiad.
Szef niemieckiej dyplomacji Joachim von Ribbentrop miał własny pomysł na zabicie Stalina. Chciał użyć specjalnego długopisu-pistoletu „Powiedziałem Führerowi o mojej gotowości poświęcenia się dla dobra Niemiec. Zaaranżuje się konferencję ze Stalinem, a moim zadaniem będzie zastrzelenie radzieckiego przywódcy”. Hitler się na to nie zgodził. To miała być akcja wszech czasów. Naziści chcieli wyeliminować Stalina, Churchilla i Roosevelta jednocześnie. „To byłoby coś, gdyby zdołali nas dopaść” – wspominał później Roosevelt. Niemieccy komandosi pod wodzą Otto Skorzeny’ego planowali wejście do ambasady przez system kanalizacyjny. Dzięki podwójnemu agentowi Nikołajowi Kuzniecowowi i grupie 19-letniego Geworka Wartaniana, Niemcy zostali namierzeni, zanim zdążyli zaatakować.
Kolejna operacja, zaplanowana na wrzesień 1944 roku, opatrzona została kryptonimem „Zeppelin” lub bardziej znanym „Szach czerwonemu królowi”. Wykonawcą zamachu miał być niejaki Piotr Szyło, a raczej Fiodor Tawrin alias Politkow, który dostał się do niewoli niemieckiej, a w 1943 roku przeszedł na ich stronę. Otrzymał on pseudonim mjr Koroliew i wraz z żoną Sonią mieli dokonać zamachu na Stalina kiedy ten będzie jechał na drodze do Kuncewa. Sonia przeszła kurs radiotelegrafistki i miała nadawać na bieżąco meldunki. Przedstawiono różne warianty: albo strzelenie do Stalina zatrutymi nabojami, albo specjalnie skonstruowaną pancerzownicą na bazie pancerfausta, odpalaną z ukrytej w ramieniu wyrzutni (pancerfaust to niemiecki bezodrzutowy granatnik przeciwpancerny jednorazowego użytku). Tak pancerzownica potrafi przebić kilkucentymetrowy pancerz z odległości do 30 m. Kolejnym pomysłem było użycie zdalnie sterowanej miny magnetycznej opracowanej przez niemieckich inżynierów przyczepionej do limuzyny Stalina.
Mjr Koroliew miał jechać do Moskwy, żeby się wyleczyć z pofrontowych ran (niemieccy lekarze przeprowadzili na nim odpowiednie zabiegi medyczne tak, aby wyglądał jakby był okaleczony w walce). Cała akcja była tak perfekcyjnie przygotowana, że jak mówią źródła, nawet paliwo w baku motocykla było produkcji radzieckiej, a w wózku była dobrze zabezpieczona broń.
„W bagażniku motocykla rosyjscy śledczy znaleźli prawie 430 tys. rubli, kilka sztuk broni palnej i cały sprzęt przygotowany do operacji „Zeppelin”. Po rozkręceniu na drobne części motoru i kosza dla pasażera NKWD znalazło jeszcze ponad 100 rodzajów stempli urzędniczych i wojskowych używanych w Związku Radzieckim i Armii Czerwonej, kilkadziesiąt medali, ładunki wybuchowe i kilkanaście par fałszywych dokumentów” (www.geekweek.interia.pl).
Operacja „Zeppelin” była naprawdę przygotowana do najdrobniejszego szczegółu, nie przewidziano tylko, że Rosjanie wiedzieli o całej akcji z meldunków zakonspirowanego agenta sowieckiego o pseudonimie Justus (prawdopodobnie był to Martin Bormann, który przekazywał do ZSRR najściślej strzeżone tajemnice III Rzeszy).
Szansa na zabicie Stalina nie została wykorzystana.
Dyktator zmarł 5 marca 1953r. Na jego pogrzeb przyszedł prawdopodobnie ponad milion ludzi i był taki tłok, że kilkaset osób zadeptano na śmierć. Korespondenci zachodni opisywali wielką miłość narodu sowieckiego do Ojca Narodu i przeogromny żal „osieroconego ludu”. Niektórzy natomiast twierdzili, że tłumy przybyłe na pogrzeb chciały upewnić się, że skończyły się rządy tyrana i dyktator naprawdę nie żyje.
Istnieje hipoteza, że śmierć Stalina również nastąpiła w wyniku zamachu. I znowu organizatorem miałby być Beria, którego stosunki z Generalissimusem zaczęły się psuć. Dyktator został prawdopodobnie otruty, czego dowodem jest płukanie żołądka i podanie środków odtruwających przez lekarzy, którzy zostali wezwani do umierającego. Gdy reanimacja się nie powiodła, państwowa komisja na czele z ministrem zdrowia dwukrotnie fałszowała akt zgonu, dopasowując go do z góry ustalonej tezy o ostrej niewydolności układu krążenia. Wódz przecież cierpiał na bardzo zaawansowaną marskość wątroby oraz rozległą miażdżycę naczyń krwionośnych. Może jednak była to trucizna tzw.K-2? (syntetyk, który szybko zabijał, po czym rozkładał się w organizmie ofiary. Pośmiertna obdukcja lekarska wykazywała zgon na skutek ostrej niewydolności układu krążenia).
Wódz zdając sobie sprawę z ambicji Berii i z tego, że chciałby on objąć władzę, już wcześniej chciał się go pozbyć więc szef NKWD uprzedził ten krok. Służyć miała do tego tzw. „sprawa megrelska” czyli fala aresztowań w Gruzji wśród ludzi Berii, pochodzących z gruzińskiego regionu Megrelia. I dlatego Beria zorganizował ostatni zamach na życie dyktatora, ale tym razem prawdziwy i udany.
Zresztą na temat śmierci samego Berii też istnieje wiele hipotez. Można o nich przeczytać na stronie: https://stanwiedzy.pl/historia/jak-zginal-beria-smierc-historia-czystki/
Czy Stalin padł ofiarą zamachu, czy faktycznie zmarł z przyczyn naturalnych trudno dzisiaj orzec. Faktem jest, że śmierć dyktatora przyniosła zmiany polityczne w całym bloku wschodnim. Szkoda tylko, że tak późno…
SS-Sturmbannführer Otto Skorzeny (z lewej) jeden z twórców planu zamachu na Stalina /Bundesarchiv /INTERIA.PL/materiały prasowe
Źródła:
https://geekweek.interia.pl/historia/news-szach-czerwonemu-krolowi-zamachy-na-jozefa-stalina,nId,1939026