Dorota Pietruszka przedstawia

suplement historii

Klątwa Kennedych. Historia rodu, który zapłacił za ambicję najwyższą cenę

Zaznaczona na zdjęciu jest Rosemary Kennedy https://wiadomosci.wp.pl/klatwa-kennedych-6038706360222337g/2

Inspiracja: Edward Klein „Klątwa Kennedych”, wyd. Bertelsmann Media,  2005 r.

W historii Stanów Zjednoczonych nie było drugiej rodziny, która tak silnie rozpalałaby zbiorową wyobraźnię, łącząc polityczną potęgę, mit amerykańskiego snu i serię dramatów, które z czasem zaczęto określać mianem „klątwy”. Kennedych kochano, podziwiano, nienawidzono i współczuto im jednocześnie. A im dłużej trwała ta historia, tym trudniej było uwierzyć, że mamy do czynienia wyłącznie z przypadkiem.

U źródeł wszystkiego stał Joseph P. Kennedy Sr., założyciel klanu, człowiek ogromnych ambicji, bezwzględny strateg i ojciec, który traktował własne dzieci jak elementy długofalowego projektu politycznego. Dorobił się fortuny na giełdzie, alkoholu i przemyśle filmowym, a następnie wkroczył do świata wielkiej polityki. Marzył o prezydenturze, lecz skończył jako ambasador Stanów Zjednoczonych w Wielkiej Brytanii. Porażkę tę rekompensował sobie, planując przyszłość synów. Każdy z nich miał odegrać określoną rolę w marszu rodu ku władzy.

Jego żona, Rose Kennedy, była głęboko religijną katoliczką, przekonaną, że seks służy wyłącznie prokreacji. Z tego powodu całkowicie ignorowała liczne romanse męża. A było ich wiele — na liście kochanek Josepha seniora znalazły się między innymi hollywoodzkie gwiazdy, takie jak Gloria Swanson czy Marlene Dietrich. W tym małżeństwie emocje ustąpiły miejsca chłodnej kalkulacji, a dzieci wychowywano w atmosferze presji, rywalizacji i oczekiwań, którym nie sposób było sprostać bez strat.

https://images.openai.com/static-rsc-3/v8MCSG1qsBdPy1RowLo2KFwktNuZ1wuCyw-vUZ5mkJ0iMXr9erEbXT9K-gEgVb0HY3jtd27ivferxpugZugyuxQVqGqaQn14qgg5l6zqRfc?purpose=fullsize
Rodzina Kennedych: (od lewej) Edward, Jeanne, Robert, Patricia, Eunice, Kathleen, Rosemary, John, Rose i Joseph, domena publiczna.
https://www.jfklibrary.org/sites/default/files/styles/crop_freeform/public/2018-04/Kennedy%20family%20in%20London.jpeg?itok=__BS4TI_

Pierwszą ofiarą tej filozofii była Rosemary Kennedy. W wyniku źle przeprowadzonego porodu doznała uszkodzenia mózgu i od dzieciństwa miała trudności intelektualne. Rodzina wstydziła się jej, określając ją eufemistycznie jako „intelektualnie powolną”. W świecie, w którym Kennedych postrzegano jako wzór doskonałości, Rosemary była rysą na idealnym obrazie. W 1941 roku Joseph senior, kierując się zarówno fałszywą nadzieją na poprawę jej stanu, jak i troską o wizerunek rodu, wyraził zgodę na wykonanie lobotomii — jednego z najbardziej kontrowersyjnych zabiegów XX wieku. Operacja zakończyła się katastrofą. Stan dziewczyny drastycznie się pogorszył, a ona sama została umieszczona w zakładzie psychiatrycznym i praktycznie wymazana z rodzinnej historii. Ojciec nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Dopiero po jego śmierci rodzeństwo odnowiło z nią kontakt. Rosemary zmarła w 2005 roku w wieku 86 lat. Dla wielu to właśnie jej los stał się symbolicznym początkiem klątwy.

Tragedie zaczęły się piętrzyć. W 1944 roku zginął najstarszy syn, Joseph Kennedy Jr., absolwent Harvardu i polityczna nadzieja ojca. Jako pilot marynarki wojennej wziął udział w tajnej misji nad Francją. Jego samolot eksplodował w powietrzu. Do dziś nie ma pewności, co było przyczyną wybuchu — podejrzewa się detonację ładunku wybuchowego znajdującego się na pokładzie. Cztery lata później w katastrofie lotniczej we Francji zginęła Kathleen „Kick” Kennedy. Wcześniej straciła męża, brytyjskiego arystokratę Williama Cavendisha, zabitego przez niemieckiego snajpera. Zrozpaczona, uwikłała się w romans z żonatym hrabią, z którym poniosła śmierć w samolocie. Miała 28 lat.

Na tym tle dramaty John F. Kennedy wydają się niemal nieuniknione. Jeszcze zanim został prezydentem, otarł się o śmierć na Pacyfiku, gdy jego kuter torpedowy został staranowany przez japoński niszczyciel. Przeżył tylko dzięki determinacji, improwizacji i… łupinie kokosa, na której wyrył dramatyczną prośbę o pomoc.

W 1943 roku, podczas działań wojennych na Pacyfiku, kuter torpedowy PT-109, którym dowodził, został staranowany przez japoński niszczyciel w rejonie Wysp Salomona. Część załogi zginęła, a pozostali marynarze, ranni i wyczerpani, dopłynęli wpław na niezamieszkaną wyspę. Przez kilka dni byli odcięci od świata, bez jedzenia i wody, nie mając żadnej pewności, że ktokolwiek ich odnajdzie.

Wtedy Kennedy wpadł na desperacki pomysł. Na znalezionej łupinie kokosa wyrył wiadomość z informacją o liczbie ocalałych i ich położeniu, po czym przekazał ją dwóm miejscowym zwiadowcom, którzy współpracowali z aliantami. To właśnie dzięki tej prymitywnej „notatce ratunkowej” informacja dotarła do australijskiego strażnika wybrzeża, a następnie do amerykańskiej bazy wojskowej. Kilka dni później cała załoga została uratowana.

Po wojnie Kennedy zachował tę łupinę jako osobistą pamiątkę. Gdy został prezydentem USA, trzymał ją na biurku w Gabinecie Owalnym jako przycisk do papieru. Dla jednych była dowodem jego hartu ducha i bohaterstwa, dla innych ironicznym symbolem tego, jak cienka granica dzieliła przyszłego prezydenta od śmierci — i jak przypadek po raz pierwszy oszukał rodzącą się „klątwę Kennedych”.

Ten epizod uczynił z niego bohatera wojennego. Jednak jego życie prywatne naznaczone było stratą: poronienia żony Jackie, martwo urodzona córka Arabella i śmierć nowo narodzonego syna Patricka na trzy miesiące przed zamachem w Dallas.

Zabójstwo Johna F. Kennedy’ego w 1963 roku wstrząsnęło światem, ale pięć lat później historia powtórzyła się w sposób niemal okrutnie symetryczny. W 1968 roku zginął jego brat, Robert F. Kennedy, zamordowany w trakcie kampanii wyborczej. Jego żona Ethel była wówczas w ciąży z jedenastym dzieckiem. Rory Kennedy przyszła na świat już po śmierci ojca.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b8/Chappaquiddick_incident_by_UPI.jpg https://bostonglobe-prod.cdn.arcpublishing.com/resizer/v2/CO5HROFIVYI6TKJ6AGG3H5RSCA.jpg?auth=b6c8132afec9f15de35191baa3b73e533e13b30f1737c9a89e078c2aa723a57f&width=1440
Wypadek w Chappaquiddick, https://plejada.pl/newsy/wypadek-w-chappaquiddick-ted-kennedy-i-mary-jo-kopechne-co-ich-laczylo/9txcqj8
Najmłodszy z braci, Edward „Ted” Kennedy, przez lata wydawał się uosobieniem przetrwania, ale i nad nim wisiało fatum. Przeżył katastrofę lotniczą, w której zginęły dwie osoby, a on sam doznał poważnych obrażeń. W 1969 roku doszło do wypadku w Chappaquiddick, który na zawsze zniszczył jego polityczne ambicje. Samochód, który prowadził, wpadł do wody. Ted przeżył, lecz Mary Jo Kopechne utonęła. Kennedy zgłosił wypadek dopiero po dziesięciu godzinach. Sekcja wykazała, że kobietę można było uratować. Skazany na symboliczny wyrok, nigdy nie odzyskał zaufania opinii publicznej. Jego życie osobiste rozpadło się, a on sam zmarł w 2009 roku na nowotwór mózgu.

Klątwa nie oszczędziła kolejnych pokoleń. Dzieci Roberta Kennedy’ego zmagały się z uzależnieniami, wypadkami i śmiercią. David Kennedy popełnił samobójstwo, Michael zginął na stoku narciarskim, a John F. Kennedy Jr. — ikona lat 90. — zginął w 1999 roku w katastrofie lotniczej u wybrzeży Martha’s Vineyard wraz z żoną i szwagierką. Media znów mówiły o fatum. W kolejnych latach śmierć zabrała Maeve Kennedy McKean i jej syna, Saoirse Kennedy Hill oraz Mary Richardson Kennedy. Każda z tych tragedii była inna, ale razem tworzyły ponury ciąg zdarzeń, który trudno było ignorować.

Dodatkowe kontrowersje i mniej znane tajemnice

Warto dodać, że wokół klątwy Kennedych narosły także kontrowersje, o których rzadziej się mówi. Biografowie zwracają uwagę na ukrywaną skalę uzależnień, szczególnie wśród młodszych pokoleń, oraz na fakt, że rodzina przez dekady skutecznie wyciszała skandale obyczajowe, korzystając z wpływów politycznych i medialnych. Coraz częściej pojawia się też teza, że to nie „klątwa”, lecz toksyczny model wychowania, oparty na presji sukcesu, tłumieniu emocji i braku realnego wsparcia psychicznego, był prawdziwym źródłem tragedii.

Niektórzy historycy wskazują również na medyczne eksperymenty i nadużycia, jak lobotomia Rosemary czy późniejsze, długotrwałe leczenie bólu Johna F. Kennedy’ego silnymi lekami, które mogły wpływać na jego zachowanie i zdrowie psychiczne. W cieniu pozostaje też pytanie, czy seria katastrof lotniczych była wyłącznie dziełem przypadku, czy raczej efektem lekceważenia procedur i nadmiernej pewności siebie.

Jak powiedział Patrick J. Kennedy na łamach „USA Today”, tragedie Kennedych nie różnią się od cudzych — różnica polega na tym, że ta rodzina zawsze była na świeczniku. Być może to prawda. A jednak liczba dramatów, ich intensywność i powtarzalność sprawiają, że nawet sceptycy zadają sobie pytanie: czy to naprawdę tylko statystyka?

Bo czasem, gdy historia uparcie się powtarza, słowo „klątwa” przestaje brzmieć jak metafora.

 
Samochód prezydenta chwilę przed zamachem;Wikimedia Commons/dp

Współczesne teorie spiskowe i sensacje wokół klątwy Kennedych

Choć mogłoby się wydawać, że wraz z upływem lat legenda klątwy Kennedych powinna blaknąć, dzieje się dokładnie odwrotnie. W ostatnich latach pojawiła się nowa fala teorii spiskowych, napędzana mediami społecznościowymi, podcastami true crime i odtajnianymi dokumentami rządowymi. W ich centrum znów znalazło się pytanie, czy dramaty tej rodziny są jedynie splotem tragicznych okoliczności, czy też efektem sił znacznie potężniejszych — politycznych, wywiadowczych lub wręcz symbolicznych.

Jedna z najczęściej powracających teorii dotyczy rzekomego „długu”, jaki rodzina miała zaciągnąć wobec establishmentu w zamian za doprowadzenie John F. Kennedy do władzy. Zwolennicy tej hipotezy twierdzą, że zarówno jego zamach, jak i późniejsza śmierć Robert F. Kennedy, były konsekwencją prób uniezależnienia się od wpływowych kręgów wojskowo-wywiadowczych, w tym CIA i przemysłu zbrojeniowego. W tej narracji kolejne tragedie potomków nie są „karą”, lecz skutkiem długofalowej presji, szantażu i niszczenia psychicznego członków rodu.

Inna popularna teoria, szczególnie żywa po śmierci Johna F. Kennedy’ego Jr., zakłada istnienie rodzinnej „skłonności do ryzyka”, która miała być celowo ignorowana przez otoczenie. Według psychologów cytowanych w amerykańskich mediach, Kennedych wychowywano w kulcie odwagi, lekceważenia strachu i przekraczania granic — co w praktyce przekładało się na niebezpieczne hobby, lekceważenie procedur bezpieczeństwa i przekonanie o własnej nietykalności. W tej wersji „klątwa” nie ma charakteru metafizycznego, lecz jest skutkiem dziedziczonego wzorca zachowań.

Pojawiają się również bardziej mroczne spekulacje dotyczące zdrowia psychicznego w rodzinie. Po samobójstwach i przedawkowaniach wśród młodszych pokoleń coraz częściej mówi się o systemowym zamiataniu problemów pod dywan. Krytycy twierdzą, że przez dekady Kennedych chroniono przed publicznym przyznaniem się do depresji, chorób afektywnych i uzależnień, ponieważ mogłoby to zaszkodzić „mitowi idealnej rodziny”. W efekcie kolejne osoby zostawały same ze swoimi demonami, a pomoc przychodziła zbyt późno.

Wreszcie istnieje teoria najbardziej kontrowersyjna, balansująca na granicy mistyki i symboliki. Jej zwolennicy przypominają, że Joseph P. Kennedy senior budował swoją fortunę w czasach prohibicji, korzystając z powiązań z mafią i półświatkiem. Według tej narracji „klątwa” miałaby być ceną za nieczyste interesy i moralne kompromisy, które umożliwiły rodzinie błyskawiczny awans społeczny. Choć historycy odrzucają taki tok myślenia, to właśnie on najmocniej działa na wyobraźnię i najczęściej wraca w popkulturze.

Co znamienne, nawet sami Kennedych nie próbują już całkowicie odcinać się od pojęcia klątwy. Zamiast tego coraz częściej mówią o niej jako o skrócie myślowym, który opisuje życie w cieniu ogromnych oczekiwań, nieustannej kontroli mediów i niemożności przeżywania tragedii w ciszy. Być może to właśnie ta presja — a nie nadprzyrodzone fatum — jest prawdziwym przekleństwem tej rodziny.

 

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *