Dorota Pietruszka przedstawia

suplement historii

Tajemnica nazistowskiego złota: kto je ukradł i dlaczego wciąż go szukamy?

Inspiracja: D.Botting, Ian Sayer „Złoto nazistów”, wyd. Amber, 2018 r.

Losy złota zrabowanego przez nazistów do dzisiaj budzą emocje, bo w tej historii wszystko jest na swoim miejscu: wielkie pieniądze, wojna, chaos ewakuacji, tajne transporty, zamurowane tunele, bankowe sejfy i tropy urywające się dokładnie tam, gdzie zaczyna się „strefa cienia”. Poszukiwania „złotego pociągu” czy zatopionego skarbu nadal przyciągają łowców skarbów, a niektóre państwa chętnie odzyskałyby swoją część – oczywiście z odpowiednim „naddatkiem”.

W powszechnej wyobraźni istnieje jedno wielkie „nazistowskie złoto”. W praktyce to raczej wiele strumieni: rezerwy banków centralnych, kosztowności zrabowane cywilom, majątki przejęte siłą, depozyty partyjnych dygnitarzy, dzieła sztuki. Te strumienie w 1944–1945 roku zaczęły się mieszać, znikać i… zmieniać właścicieli.

A pytanie „kto ukradł?” jest podstępne, bo sugeruje jednego sprawcę. Tymczasem ta tajemnica pachnie bardziej jak łańcuch kradzieży: od rabunku w okupowanej Europie, przez przetopy i transporty, po powojenne „porządki” w magazynach, archiwach i bankach.

Ukryte złoto HitleraPlan na „skarbiec przyszłych Niemiec” – i moment, w którym coś poszło nie tak

Jednym z ludzi, którzy nadawali grabieży formę systemu, był Heinrich Himmler. W propagandowej logice nazistów przejęty majątek miał rzekomo służyć przyszłym pokoleniom i budowie „Wielkich Niemiec”. W praktyce oznaczało to decyzję: wywieźć, ukryć, zdeponować, zamienić na twardą walutę – cokolwiek, by skarb nie wpadł w ręce wroga.

I wtedy wchodzi finał wojny: pękają linie frontu, urywają się rozkazy, transporty jadą objazdami, część dokumentacji znika. To najlepszy możliwy moment, by wielki skarb rozdzielić na dziesiątki mniejszych – i sprawić, że nikt już nie będzie w stanie policzyć braków.

Europa ograbiona: od banków centralnych po kieszenie ofiar

Lista krajów okradanych przez III Rzeszę jest długa: Albania, Belgia, Jugosławia, Austria, Czechosłowacja, Holandia, Norwegia – i wiele innych. Do tego dochodzą pieniądze i złoto zrabowane ofiarom Holocaustu, które w ogromnej mierze trafiły do systemu finansowego i nie wróciły do prawowitych właścicieli ani ich rodzin.

W tym mroku jest jednak ważny polski wątek: ewakuacja polskich rezerw. Polacy zdołali uratować znaczną część złota, przewożąc je trasą przez Rumunię aż do Londynu, gdzie zostało zdeponowane w skarbcu. Później – ironia historii – z tego złota korzystały również powojenne władze komunistyczne, szczególnie ekipa Bieruta.

Szwajcarski węzeł: „neutralność” i twarda waluta

Największa część niemieckiego złota miała zostać sprzedana Swiss National Bank w zamian za wymienialne franki, które pozwalały kupować surowce potrzebne do produkcji amunicji. W samym rdzeniu tej opowieści jest więc mechanizm prosty i okrutny: rabunek → przetop → sprzedaż złota → waluta → dalsza wojna.

Pojawiają się też liczby, które działają jak zimny prysznic: szacunki mówią o złocie zrabowanym od osób prywatnych (w tym Żydów) oraz o gigantycznych kwotach wyprowadzonych z banków centralnych ziem okupowanych. I nawet jeśli szczegółowe wyliczenia różnią się w zależności od metodologii, sens pozostaje ten sam: to była fabryka pieniędzy, która miała podtrzymywać machinę wojenną.

Przez sześć lat wojny Szwajcarski Bank Narodowy zakupił od Reichsbanku złoto, które pochodziło właśnie z grabieży za ok. 1.2 mld franków szwajcarskich. W alianckim raporcie na ten temat (wywiady wojskowe USA i Wielkiej Brytanii prowadziły dochodzenie pn. Operacja Safehaven) potwierdzono, że należało ono do m.in. Francji, Norwegii, Danii, Belgii, Holandii, Luksemburga oraz Czechosłowacji. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej nie zostały wzięte pod uwagę, ze względu na zależność ich od ZSRR. W raporcie podano również informacje skąd pochodziła część złota przetapianego na sztabki. Okazało się, że kilka z nich zawierało złoto z protez zębowych wyrwanych zamordowanym więźniom obozów koncentracyjnych.

Natomiast jak była tak naprawdę wartość majątku, tego nie podano z pewnością dlatego, iż część właścicieli kont już nie żyła, a pozostali raczej nie chwalili się, że mają jakiś majątek w szwajcarskich bankach (z upływem czasu banki zaczęły likwidować tzw. „uśpione konta” i przejmować na własność zgromadzona na nich aktywa).

Co prawda przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii nakazali szwajcarskim władzom zwrot wszystkich zagranicznych aktywów III Rzeszy jako „łup wojenny” należny zwycięskim państwom, ale bankierzy nie chcieli tego zrobić. Zostali do tego zmuszeni, ponieważ Amerykanie zamrozili wszystkie konta obywateli szwajcarskich w bankach amerykańskich (w sumie ponad 4.5 mld USD). Koniec końców do Aliantów trafiła ponad połowa pieniędzy z niemieckich kont (ok. 500 mln franków szwajcarskich), a sporą część (ponad 120 mln CHF) szwajcarskie banki oddały w 1952 roku władzom Republiki Federalnej Niemiec. Biorąc pod uwagę fakt, że Szwajcarzy nie upublicznili rezultatów śledztwa nie wiadomo jaka tak naprawdę suma wchodziła w rachubę. Trzeba też pamiętać, że część pieniędzy i złota, była przerzucana przez Szwajcarię do innych krajów m.in. do Paragwaju, czy do Argentyny. Jak widać część majątku III Rzeszy została jednak w Szwajcarii.

Merkers: kopalnia, 250 ton i pytanie bez odpowiedzi

W 1945 roku amerykański patrol przypadkiem dowiedział się o ogromnym depozycie ukrytym w kopalni soli w Merkers. Według twojej wersji wydarzeń na miejsce przybyli George S. Patton oraz Dwight D. Eisenhower, a skarb wywieziono w tysiącach skrzyń i dziesiątkach ciężarówek. Wartość liczona według ówczesnych cen robi wrażenie – a jeszcze bardziej działa na wyobraźnię to, że „co dalej się z nim stało – nie wiadomo”. Na miejsce przybył dowódca wojsk amerykańskich generał Dwight Eisenhower, który zarządził wywiezienie skarbu. Jego ilość oszacowano na około 250 ton. Do jego przetransportowania potrzebne było blisko 12 000 skrzyń i ponad 60 ciężarówek. Wartość skarbu oszacowano na 517 milionów dolarów według wartości z 1945 r. (obecnie około 8,5 miliarda dolarów). Co z nim się stało niestety nie wiadomo. Wiadomo tylko, iż na wskroś uczciwy Patton, który z pewnością nie pozwoliłby na jakiekolwiek nadużycie, zginął w tajemniczych okolicznościach w wypadku samochodowym w XII 1945 r. (wcześniej miały miejsce dwa inne wypadki: 1- w kwietniu, samolot, którym leciał na inspekcję oddziałów został zaatakowany przez tajemniczy myśliwiec, 2- w maju, kiedy o mało co nie straciłby głowy przez wystającą z chłopskiego wozu kosę). Przypadek???

I choć w historii wojny wypadków nie brakuje, to w opowieściach o złocie każdy zbieg okoliczności brzmi jak podpis: ktoś musiał sprzątać.

W 1995 roku World Jewish Congress złożył pozew zbiorowy przed amerykańskim sądem przeciw państwu szwajcarskiemu, a w efekcie powołano specjalną komisję – Bergier Commission – do wyjaśnienia kontrowersji historycznych i prawnych związanych z postawą Szwajcarii oraz restytucją aktywów ofiar wojny, kont III Rzeszy i prywatnych kont nazistowskich dygnitarzy. W jej składzie znaleźli się historycy z USA, Izraela, Polski (m.in. Władysław Bartoszewski) oraz Szwajcarii. W raporcie końcowym wskazano, że w 1945 roku wartość majątku ukrytego w szwajcarskich bankach wynosiła co najmniej 2 mld franków szwajcarskich, a duża część była na kontach prywatnych powiązanych z dygnitarzami i aparatami państwa nazistowskiego. Jednocześnie banki przez lata likwidowały tzw. „uśpione konta”, przejmując aktywa, bo właściciele zginęli albo nie mogli się ujawnić, a spadkobierców nie dało się ustalić.

Dalej mamy kolejny ważny trop: po naciskach autorów książki United States Department of State prowadził długie śledztwo, które doprowadziło do odnalezienia części zaginionego złota w Bank of England. A w Londynie, w 1997 roku, kraje zrzekły się roszczeń do części złota pozostającej w rękach Tripartite Gold Commission i przekazano je na rzecz funduszu pomocy ofiarom.

I znowu: część wróciła, część zniknęła. Dlaczego? Bo „złoto” w tej historii zachowuje się jak rtęć: rozlewa się, łączy z innymi zasobami, paruje w dokumentach.

Worki oraz skrzynie wypełnione złotem, odnalezione przez Amerykanów w Merkers

 Generał Eisenhower ogląda odzyskane dzieła sztuki

Złoty pociąg: legenda Wałbrzycha i prawdziwy pociąg z Węgier

Jest legenda z okolic Wałbrzych – pociąg zakopany w górach, pełen kosztowności, zamurowany w tunelu, czekający na odkrywcę. W 2016 roku szeroko zakrojone wykopaliska nie przyniosły jednak ani pociągu, ani złota. I to nie zabiło mitu – tylko go odświeżyło. Bo w takich historiach brak dowodu działa jak paliwo: „skoro nie znaleźli, to znaczy, że lepiej ukryto”.

Równolegle istnieje „złoty pociąg”, który nie jest tylko legendą: transport zrabowanego mienia węgierskich Żydów, opisywany m.in. w książkach i reportażach. W tej opowieści pociąg jedzie z Budapesztu ku Alpom, a część łupów znika po drodze: coś przejęto, coś wywieziono ciężarówkami, coś zakopano w różnych miejscach. Ten wątek jest kluczowy, bo pokazuje najbardziej prawdopodobny mechanizm „kradzieży kradzieży”: nawet jeśli depozyt był realny, realne było też jego rozszarpywanie na kawałki.

 Sfałszowane banknoty odnalezione w jeziorze Toplitz.

Jezioro Toplitz: fałszywe banknoty, martwi nurkowie i skarb, którego nikt nie widział

Legenda mówi, że naziści wrzucili do Lake Toplitz złoto warte miliardy. Faktem jest, że jezioro miało wojenne zastosowania, a w 1959 roku znaleziono tam fałszywe banknoty powiązane z planami uderzenia w brytyjską gospodarkę. To wystarcza, by reszta dopisała się sama: skoro są banknoty, to może jest i złoto; skoro jezioro „oddaje”, to może odda i skarb.

Tyle że wielkie ekspedycje przez dekady nie znalazły twardych dowodów na „górę sztabek”. Za to pojawili się zmarli nurkowie, niebezpieczne warunki i atmosfera, która idealnie pasuje do narracji: „ktoś nie chce, żeby to wypłynęło”.

Bytom, Miechowice: 300 metrów pod ziemią i zabetonowany szyb

Kolejna historia mówi o skrzyniach ukrytych około 300 metrów pod ziemią, w kopalni Miechowice w Bytom. Według relacji tajemnicze ładunki miały być przenoszone w 1944 roku przez więźniów z Auschwitz, po czym świadków rozstrzelano, a szyb zabetonowano. W tle przewija się wątek bezcennych eksponatów z polskich muzeów. Dochodzenie od lat prowadzi Instytut Pamięci Narodowej w Katowicach.

To jest jedna z tych historii, które brzmią jak film – ale mają w sobie też realizm okupacyjnej logiki: tanie ręce do pracy, brak świadków, beton na koniec.

Minkowskie: dziennik SS, „Quedlinburgerzy” i namiot, który rozpala wyobraźnię

W twoim tekście pojawia się jeszcze jeden współczesny „generator tajemnicy”: pałac we wsi Minkowskie niedaleko Namysłowa i poszukiwacze z Fundacji Śląski Pomost, którzy – według doniesień mediów – mieli dotrzeć do informacji z dziennika SS o zakopanym depozycie. Jest tu wszystko, co lubi internet: tajemniczy oficer „Michaelis”, rzekoma grupa religijna, ogrodzony teren, wielki namiot nad wykopaliskami, milczenie i sugestia, że teren może być zaminowany.

Nawet jeśli prawda okaże się skromniejsza od plotek, ten wątek świetnie pokazuje, jak rodzi się legenda XXI wieku: trochę dokumentu, trochę medialnej pary, dużo niedopowiedzeń.

 
Miejsce i mapa szybu południowego – gdzieś tu jest skarb!, źródło: Fakt.pl

 Wnętrze szybu południowego.

 Opuszczony pałac w Minkowskim

Watykan i „Ratlines”

1 października 1946 roku Departament Stanu USA otrzymał ściśle tajny raport od agenta skarbu USA Emersona Bigelowa w sprawie konfiskaty nazistowskiego majątku przez Watykan. „Raport Bigelowa” został odtajniony 31 grudnia 1996 r. i opublikowany w 1997 r. W raporcie stwierdzono, że w 1945 r. Watykan przejął 350 milionów franków szwajcarskich (2,5 miliarda dolarów) w nazistowskim złocie na „przechowanie”, z czego 150 milionów franków szwajcarskich zostało skonfiskowane przez władze brytyjskie na granicy austro-szwajcarskiej. W raporcie wskazano również, że pozostała część złota była przechowywana na jednym z numerowanych kont w szwajcarskim banku Watykanu. Raporty wywiadu, które potwierdziły Raport Bigelowa, sugerowały również, że ponad 200 milionów franków szwajcarskich, zostało ostatecznie przeniesione do Banku Watykańskiego, przy pomocy duchowieństwa rzymskokatolickiego i Zakonu Franciszkanów. Władze banku zaprzeczają jednak takim twierdzeniom.

Oczywiście jeszcze jest watykańskie „wynagrodzenie” za organizację operacji „Rat Limes”, czyli pomoc zbrodniarzom nazistowskim w opuszczeniu Europy, głównie do Ameryki Południowej.

Summa summarum, część zagrabionego majątku na pewno znajduje się w Watykanie.
 Fałszywe dokumenty podróży wydane Adolfowi Eichmannowi ( Ricardo Klement) przy pomocy Kościoła katolickiego. Został schwytany w Argentynie w 1960 roku przez izraelskich agentów, uznany za winnego zbrodni wojennych i stracony.
 Josef Mengele, trzeci od prawej, podczas pikniku z przyjaciółmi w Sao Paulo w Brazylii

Portugalia: neutralna, ale płatna w złocie

Jest jeszcze Portugalia i jej wojenny pragmatyzm. W twoim tekście pada, że państwo neutralne prowadziło szeroko zakrojoną współpracę gospodarczą z III Rzeszą, a przywódca António de Oliveira Salazar miał żądać płatności w złocie. Jeśli dokumenty wskazują na dziesiątki ton, to kolejne pytanie brzmi: gdzie to złoto wylądowało później? I znów – archiwa dają pół odpowiedzi, resztę dopowiada wyobraźnia.

Kto ukradł nazistowskie złoto? Najbardziej prawdopodobny scenariusz

Jeśli złożymy wszystkie wątki w jeden obraz, powstaje odpowiedź mniej filmowa, ale bardziej wiarygodna:

  1. Naziści ukradli – systemowo, masowo, na skalę państw i milionów osób.

  2. Naziści ukradli po raz drugi – bo w końcówce wojny część ludzi z aparatu władzy zaczęła „ratować siebie”, wynosząc, dzieląc i ukrywając depozyty.

  3. Ktoś ukradł po raz trzeci – bo depozyty przejęte przez zwycięzców nie zawsze były perfekcyjnie ewidencjonowane, a chaos i pokusa zrobiły swoje.

  4. Banki i czas zrobiły resztę – bo „uśpione konta”, brak spadkobierców, brak dokumentów i tajemnice bankowe potrafią zamienić cudzą krzywdę w „nierozstrzygalny spór”.

  5. Legendy przejęły kontrolę – bo tam, gdzie kończą się liczby, zaczynają się tunele, jeziora i mapy z krzyżykiem.

Dlatego pytanie „kto ukradł?” w tej historii niemal zawsze ma odpowiedź: wielu. Jedni ukradli na początku, inni po drodze, jeszcze inni na końcu – a część złota mogła po prostu zniknąć w obiegu, przetopiona i wymieszana tak skutecznie, że dziś jest już „niczyja”, choć przecież kiedyś była czyjaś.

I dlatego ta tajemnica nie umrze

Bo jest w niej coś, co działa jak obietnica: że gdzieś istnieje schowek, który da się otworzyć. Że wystarczy jeden świadek, jeden dokument, jedno miejsce wskazane na starej mapie. Że ktoś jeszcze znajdzie skrzynie, których nie zdążono wywieźć. I że historia – choć spóźniona – odda sprawiedliwość.

Jak widać, wątków na temat skarbów zagrabionych przez nazistów jest naprawdę dużo i każdy może wybrać coś dla siebie: bankowe sejfy, alianckie operacje, kopalnie, tunele, jeziora, pałace i południowoamerykańskie tropy.

Pytanie brzmi tylko: czy znajdzie się wśród nas kolejny odkrywca – i czy to, co znajdzie, będzie złotem… czy tylko następną warstwą tajemnicy?

Gdzie jest złoto III Rzeszy?

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *