Kaplica Św. Huberta, gdzie znajduje się grobowiec Leonardo da Vinci
„Jak dzień trudem wypełniony sen miły przynosi, tak życie dobrze przeżyte miłą śmierć wyprosi” – napisał Leonardo da Vinci w jednym ze swoich wczesnych aforyzmów.
Czy miał rację? Przekonał się o tym, mając 67 lat kiedy 2 maja 1519 r. zmarł.
Po naciśnięciu odpowiedniego punktu na ciele lwa, otwierały się ukryte drzwiczki i pokazywał herb Burbonów – stylizowany kwiat lilii (rekonstrukcje), https://gadzetomania.pl/mechaniczny-lew-leonarda-da-vinci-odtworzony-po-500-latach-wideo,6703434457998977a
Leonardo do pomocy, ale też dla towarzystwa zabrał do Francji swojego 24-letniego ucznia Francesco Melzi, syna mediolańskiego arystokraty. Francesco był jego sekretarzem i kochankiem, dlatego też, zgodnie z ostatnią wolą Mistrza, odziedziczył on wszystkie rysunki i karty z notatkami. Leonardo pragnął aby po jego śmierci Melzi opracował je i opublikował. Wspólnie z dwoma skrybami uczeń stworzył tzw. „Traktat o malarstwie”, który po jego śmierci odziedziczył krewny Orazio. Niestety nie zdawał on sobie sprawy z ich wartości. Część zapisków sprzedał, część rozdał, a część schował na strychu.
Leonardo da Vinci nie narzekał na brak gości. Często składał mu wizyty sam król, korzystając z podziemnego przejścia, które miało łączyć zamek w Amboise z oddalonym o jakieś pół kilometra pałacem Cloux. Odwiedzał go również kardynał Luigi D’Aragona, który podziwiał przywiezione obrazy: św. Annę, Jana Chrzciciela oraz Giocondę (ten najsłynniejszy portret Lisy Gherardini, żony bogatego florenckiego kupca Francesco del Giocondy, Leonardo nigdy nie oddał zleceniodawcy, zabierając w każdą podróż w jaką się udawał).
Chwaląc perfekcję zaprezentowanych płócien, Antonio de Beatis, sekretarz kardynała Ludwika Aragońskiego, zauważył, że „niestety, z powodu paraliżu prawej ręki nie można się po mistrzu więcej niczego dobrego spodziewać”. Zapis ten ciągle wzbudza wiele kontrowersji, ale faktycznie Leonardo był pod koniec swego życia dotknięty udarem mózgu i paraliżem prawej części ciała. Jednak chyba sekretarz nie zdawał sobie sprawy, że mistrz jest mańkutem i nie wpływa to na jego umiejętności.
Być może Leonardo – jak wielu mu współczesnych, chociażby Michał Anioł czy Sebastiano del Piombo – ukrywał swą leworęczność, bo była źle postrzegana?
Leonardo mając 60 lat naszkicował ją, tytułując jako „La mano stanca”, zmęczona ręka. Badając rysunki naukowcy doszli do wniosku, że ręka nosi znamiona anomalii genetycznej zwanej syndaktylią: dwa palce, środkowy i serdeczny, są częściowo zrośnięte, a palec mały jest szczególnie wydłużony (taką rękę Leonardo namalował Chrystusowi w Ostatniej Wieczerzy oraz w swym turyńskim autoportrecie. Co ciekawe, w pochodzącym z 1510 r. fresku autorstwa Rafaela lewa ręka Platona, który powszechnie uważany jest za portret Leonarda, również ma cechy syndaktylii). Również Sandro Botticelli malując obraz Adoracja Trzech Króli uwiecznił Leonarda (razem terminowali u Verrocchia) z chromą lewą ręką: dwa palce, środkowy i serdeczny nie są zgięte w stawie, w nienaturalnej pozycji jest też palec mały. Podobno, aby ukryć tą przypadłość Leonardo nosił ekstrawaganckie szaty z długimi rękawami. Być może dlatego też otrzymał swoje imię, oznaczające okrutną bestię o drapieżnych kończynach (dzięki tej informacji można by było potwierdzić fakt, czy szczątki w grobowcu należą faktycznie do Leonarda). Pomnik Leonardo da Vinci w Amboise, fot. S. Means/Flickr/CC BY-SA 2.0
Losy szczątków Mistrza były dość burzliwe i nie dane mu było spoczywać w spokoju. Najpierw hugenoci, którzy chcieli dokonać zamachu i porwać małoletniego króla Franciszka II zajęli zamek. W ogóle nie zajmowali się grobowcem. Zamach się jednak nie udał i 1500 protestantów zostało pojmanych i powieszonych lub utopionych w Loarze. Jak podają źródła, nie było haka czy balkonu, na którym nie wisiałoby ciało straconego spiskowca. Podobno fetor był tak nieznośny, że król z całym dworem musiał opuścić rezydencję, już na zawsze. Leonardo został „sam”. W XVII wieku zamek wykorzystywany był jako więzienie. Dzieła destrukcji dopełniły czasy rewolucji francuskiej, kiedy (w 1802 r.) większa część zamku razem z miejscem ostatniego spoczynku włoskiego geniusza, zostały zburzone.
Po ponad 50 latach, w 1863 r. niejaki Arsene Houssaye prowadzący badania archeologiczne na tym terenie, wydobył kamienną trumnę i ciało z ogromną czaszką. Jak stwierdził czaszka „jest wielka, bez wątpienia mogłaby pomieścić wyjątkowy mózg”. Na wieku trumny (według innych przekazów na marmurowej płycie nagrobnej) można było odczytać litery LEO DUS VINC- co mogło oznaczać jedno- LEONARDIUS VINCIUS. Houssaye polecił wykonanie odlewu czaszki, ale niestety nie wiadomo dzisiaj gdzie, zarówno odlew jak i czaszka się znajdują. Pozostałe kości podobno zostały zebrane do wiklinowego koszyka, ale o nich słuch również zaginął. Znaleziono je dopiero w 1874 r. i pochowano w kaplicy Św. Huberta (z pewnością Leonardo nie był z tego zadowolony, bo raczej nie przypadł mu do gustu patron myśliwych, skoro on sam był wegetarianinem). Jednak, czy są to rzeczywiście kości geniusza?
W 2003 r. powstał Narodowy Komitet d/s Historycznego i Artystycznego Dziedzictwa, którego celem jest badanie nierozwiązanych zagadek przeszłości. Także szczątki Leonardo są poddawane badaniu metodą datowania węglowego, a próbki DNA z zębów i kości są porównywane z domniemanymi potomkami wielkiego Mistrza. Szef Komitetu Jones Silvano Vincenti (nazywany włoskim Indiana Jones) stwierdził „Jedynie wykonawszy dostępne dziś analizy, a chcemy to zrobić w dwóch zespołach: francuskim i włoskim, będzie można ustalić ponad wszelką wątpliwość, czy w kaplicy spoczywają szczątki wielkiego Leonardo, czy nie” (badania miały skończyć się w 2019 r., ale jeszcze trwają).
Są też inne organizacje, które szukają prawdziwych szczątków artysty. Są to: Leonardo da Vinci Heritage (zaczęli oni od pobrania odcisków palców z notatników, a teraz szukają jego żyjących krewnych) i J. Craig Venter Institute, badająca zebrane DNA. W 2019 r. naukowcom udało się odtworzyć drzewo genealogiczne Leonarda i odnaleźć potomków artysty. Podobno jednym z nich jest reżyser Franco Zeffirelli.
Ale badania cały czas trwają i mimo wszystko zawsze istnieje ryzyko, że jednak nie są to szczątki Leonardo, co może to oznaczać tylko jedno, że nadal zazdrośnie strzeże on swojej ostatniej tajemnicy.
https://www.youtube.com/watch?v=oLd8zDlU6Hs&list=PLAmtuk4m9auOCg34p1l51e3ubQri33U2A&index=4
https://www.tygodnikpowszechny.pl/kod-leonarda-158827
https://www.focus.pl/artykul/ostatnia-tajemnica-leonarda
https://www.wprost.pl/tygodnik/188847/tajemnica-grobu-leonarda.html