
Inspiracja: Simon Sebag Montefiore, „Romanowowie 1613-1918”, Bellona 2020 r.
Kazimierz Jarochowski „Car Piotr i carewicz Aleksy: studium historyczne” 1862 r., zbiory Biblioteki Narodowej (https://polona.pl/item-view/0e41b45a-5c01-4af5-9089-3cc9a86bdf1c?page=2)
Piotr I Wielki, domena publiczna
Car Piotr Aleksiejewicz I Wielki zasłynął jako reformator i budowniczy imperium rosyjskiego, który brutalną siłą wyrwał swoje państwo z izolacji i wprowadził je na arenę europejską. Nie miał przy tym żadnych skrupułów. Z determinacją w dążeniu do unowocześniania państwa mogły się równać tylko jego bezwzględność, okrucieństwo i niemal fanatyczna wiara w swoją misję. Być może dlatego był dla Józefa Stalina i Władimira Putina jednym z najbardziej podziwianych władców Rosji i wzorem przywódcy, który nie cofa się przed niczym w imię wielkości państwa.
Już sam jego wygląd budził sensację. Piotr miał ponad dwa metry wzrostu, co w XVII wieku czyniło go niemal gigantem. Gdziekolwiek się pojawiał, górował nad tłumem – dosłownie i symbolicznie. Jego twarz często wykrzywiał nerwowy tik, będący najprawdopodobniej skutkiem dziecięcej traumy. Jako dziesięciolatek był świadkiem krwawego buntu strzelców w 1682 roku. Na jego oczach zamordowano członków jego rodziny i rodu. Według relacji świadków młody Piotr ukrywał się wtedy przerażony za tronem. To doświadczenie na zawsze odcisnęło na nim piętno. Od tej chwili bunt i sprzeciw stały się dla niego największą zbrodnią, a terror – narzędziem rządzenia.
Piotr jako pierwszy rosyjski władca podróżował po Europie, obserwując i ucząc się wszelkich nowinek politycznych, gospodarczych i wojskowych. W latach 1697–1698 wyruszył w słynną Wielką Misję. Co niezwykłe, podróżował incognito pod nazwiskiem „Piotr Michajłow”. Był to bezprecedensowy przypadek w historii monarchii. Car pracował fizycznie jak zwykły robotnik. W holenderskich stoczniach w Zaandam i Amsterdamie własnoręcznie budował statki, spał w skromnych izbach i jadł z robotnikami przy jednym stole. W Anglii studiował konstrukcję okrętów wojennych, odwiedził Królewskie Obserwatorium w Greenwich, mennicę, arsenały i fabryki.
Nie była to jednak podróż romantycznego idealisty. Piotr nie podziwiał Europy – on analizował ją jak inżynier analizuje maszynę. Chciał wiedzieć, dlaczego Europa jest silna, a Rosja słaba.
Zafascynowany Zachodem postanowił stworzyć nowoczesne państwo rosyjskie na wzór europejskich monarchii absolutnych. Zreformował armię, tworząc pierwszą w historii Rosji armię regularną z prawdziwego zdarzenia. Wprowadził obowiązkową służbę wojskową, która dla chłopów oznaczała często służbę dożywotnią. Stworzył też od podstaw potężną flotę wojenną, mimo że Rosja wcześniej praktycznie jej nie posiadała. Sam nadzorował budowę okrętów i znał ich konstrukcję lepiej niż wielu admirałów.
Reformy objęły niemal każdy aspekt życia. Bojarzy, czyli rosyjska arystokracja, musieli skrócić swoje tradycyjne, długie szaty i ogolić brody, które były symbolem religijnej i narodowej tożsamości. Dla wielu było to upokorzenie i świętokradztwo. Car wprowadził nawet specjalny podatek od brody. Ci, którzy chcieli ją zachować, musieli płacić i nosić przy sobie specjalny żeton – dowód opłaty. Piotr własnoręcznie ścinał brody swoim dostojnikom, często publicznie, ku ich przerażeniu i upokorzeniu.
Wprowadził także naukę zachodnich tańców, nakazał organizowanie bali, na których kobiety i mężczyźni musieli wspólnie tańczyć – co wcześniej w Rosji było nie do pomyślenia. Zachęcał do palenia tytoniu, picia kawy i noszenia europejskich ubrań. Zreformował kalendarz, nakazując liczyć lata od narodzin Chrystusa, a nie – jak dotąd w Rosji – od stworzenia świata. Nakazał także uproszczenie alfabetu, tworząc tzw. grażdankę, bardziej praktyczną odmianę cyrylicy, używaną do dziś.
Zapoczątkował powstanie specjalistycznych szkół wojskowych, inżynieryjnych, medycznych i nawigacyjnych. Co ważne, wysyłał młodych Rosjan na studia za granicę, często wbrew ich woli. Niektórzy próbowali uciekać, ale byli chwytani i zmuszani do nauki.
Najbardziej spektakularnym projektem cara była budowa nowej stolicy – Sankt Petersburga. Miasto powstało na bagnach, w miejscu, które wcześniej było praktycznie niezamieszkane. Warunki były nieludzkie. Mróz, wilgoć, choroby i niewolnicza praca dziesiątek tysięcy robotników sprawiły, że miasto szybko zyskało miano „miasta na kościach”. Szacuje się, że zginęło tam od 30 tysięcy do nawet 300 tysięcy ludzi.
Piotr zmusił tysiące robotników do pracy przy budowie, często bez narzędzi i odpowiedniego wyżywienia. Aby przyspieszyć budowę, zakazał wznoszenia kamiennych budynków w całej Rosji – wszyscy kamieniarze mieli pracować tylko w Petersburgu.
Nowa stolica była symbolem jego ambicji. To było okno na Europę – ale także pomnik jego ego.
W Petersburgu car ufundował Akademię Nauk, muzeum Kunstkamera i zezwolił na wydawanie pierwszej rosyjskiej gazety „Wiedomosti”.

Petersburg pod koniec XVIII wieku, domena publiczna.Ale historia kojarzy go nie tylko z reformami i wojnami. Piotr był także człowiekiem pełnym dziwactw, obsesji i mrocznych fascynacji.
Fascynowały go deformacje ludzkiego ciała. Karły, osoby z wadami wrodzonymi, zdeformowane zwierzęta – wszyscy oni trafiali na jego dwór. Nie po to, by im pomóc, lecz by ich oglądać. W 1714 roku stworzył Kunstkamerę – pierwsze rosyjskie muzeum osobliwości. W spirytusie przechowywano tam zdeformowane płody, ludzkie organy, szkielety i „potwory natury”.
Car wierzył, że deformacje nie są dziełem diabła, lecz zjawiskiem naturalnym, które należy badać naukowo.
Szkielet dwugłowego cielęcia
Zakonserwowane płody ludzkie
Zdeformowane szkielety
W ten sposób w muzeum zgromadzono ponad 200 tysięcy eksponatów, m.in. szkielety z dodatkowymi głowami, zakonserwowane w spirytusie zdeformowane płody ludzi i zwierząt itp.
Z czasem zaczęto gromadzić w nim również zbiory etnograficzne z niezliczonych wypraw naukowych.
Ale to nie wszystko. Car był miłośnikiem sekcji zwłok, co mogło być pokłosiem jego współpracy z europejskimi chirurgami. Nie miał żadnych oporów do przeprowadzania eksperymentów, a nawet sam dokonał sekcji zwłok swojej synowej.
Jego okrucieństwo nie miało granic.
Gdy jego kochanka Maria Hamilton została skazana na śmierć za dzieciobójstwo, Piotr był obecny przy egzekucji. Po ścięciu jej głowy podniósł ją, pocałował w usta i zaczął wykładać zgromadzonym podstawy anatomii (głowę Marii zalano spirytusem i umieszczono w Kunstkamerze), tłumacząc przy okazji budowę naczyń krwionośnych.
Car nie znał też żadnej litości. Nie tolerował sprzeciwu, buntu, krytyki i nie wybaczał błędów. Do tego stopnia, że jeden z urzędników, który nie mógł poradzić sobie z powierzonym mu zadaniem, w obawie przed karą, podciął sobie żyły. A kary były okrutne. Kiedy car wpadał w gniew, potrafił bez opamiętania bić, kopać, miażdżyć palce i łamać ręce.
Buntowników poddawano wymyślnym torturom: ściskano im kleszczami, rozciągano ciała, przypalano ogniem, po czym ścinano, ćwiartowano lub wieszano, czego świadkiem zawsze był sam władca. Wyroki często wykonywali bliscy współpracownicy władcy, by później chwalić się ilością wykonanych egzekucji.
Johannes Korb, poseł austriacki pisał w swoim pamiętniku:
„Z głów i ciał znienawidzonych strzelców zrobiono w Moskwie makabryczną wystawę; niektóre ciała zwisały z kremlowskich murów. „Co za dziwna straż!” Ci, którzy przeżyli masakrę, musieli do końca swych dni żyć bez uszu i nosów, które im odcięto, jednostki zaś strzelców zostały rozwiązane na zawsze” ( za Michael Farquhar „Sekrety carów”).
O tym, jak bezlitosny potrafi być car, najboleśniej przekonał się jego własny syn i następca tronu – Aleksy. I nie chodziło wyłącznie o „politykę dworską”, w której ojcowie i synowie od wieków rywalizowali o wpływy. W przypadku Piotra I była to historia o chłopcu, któremu odebrano dom, a potem kazano go jeszcze pokochać. Aleksy nie darzył ojca miłością – i trudno się dziwić. Piotr, z jednej strony, chciał uczynić go takim jak on sam: twardym, żądnym czynu, odpornym na litość. Z drugiej strony potrafił jednym ruchem zniszczyć wszystko, co dla syna było bezpieczne i bliskie.
Gdy Aleksy miał zaledwie osiem lat, car wygnał jego matkę, Eudoksję Łopuchinę, i zamknął ją w klasztorze. Oficjalne powody do dziś pozostają nieostre: mówi się o konflikcie obyczajowym, o niechęci Piotra do „starej”, moskiewskiej tradycji, o tym, że Eudoksja była symbolem dawnej Rusi, której Piotr chciał się pozbyć jak brody u bojarów. Dla dziecka nie miało to znaczenia. Znaczenie miało jedno: matka znika, a ojciec nie tłumaczy niczego. W pałacach i komnatach, w których szept jest głośniejszy od krzyku, takie rzeczy zostają w człowieku na zawsze. Aleksy od tej chwili dorastał z poczuciem, że miłość w rodzinie Romanowów może zostać uznana za przeszkodę.
Piotr tymczasem wcale nie zachowywał się jak mąż, który chce naprawiać małżeństwo. Zamiast trwać u boku żony, całymi dniami wolał pić, hulać i swawolić z Anną Mons – córką karczmarza, kobietą słynną z urody i swobody, która na tle surowej moskiewskiej obyczajowości wyglądała jak z innego świata. Dla młodego carewicza to musiał być wstrząs, nie tylko moralny, ale i symboliczny. Ojciec, który wymaga dyscypliny od wszystkich, sam urządza życie jak niekończący się festyn. Ojciec, który karze za najmniejszy błąd, sam ostentacyjnie łamie to, co w oczach tradycyjnej Rusi było święte. Aleksy nie był rewolucjonistą. Był dzieckiem starego porządku, a ten porządek Piotr rozjeżdżał jak taranem.
Badacze relacji ojciec–syn zwracają uwagę na rzecz szczególnie ponurą: Piotr praktycznie nie był obecny w życiu Aleksego. W przytoczonych opiniach pojawia się zdanie, które brzmi jak gotowy wyrok: przez trzynaście lat – od dziewiątego do dwudziestego roku życia carewicza – car widywał syna nie więcej niż pięć do siedmiu razy, i niemal zawsze były to spotkania naznaczone surową naganą. To nie jest relacja ojca i syna. To relacja inspektora i podejrzanego. W listach Aleksego widać ostrożność, tajemniczość i strach – a to znaczy, że nawet słowa musiały być ważone jak proch w magazynie: jedno nieostrożne zdanie mogło wybuchnąć.
Aleksy Piotrowicz Romanow, wikipedia
Zofia Charlotta, żona Aleksego, domena publiczna.
Piotr jednak nie zamierzał oddać władzy komuś, kogo uważał za miękkiego. Traktował syna jak projekt do przerobienia. Skoro Rosję można „zmodernizować przemocą”, to można też „zmodernizować” carewicza. Dlatego zabierał Aleksego na wyprawy, również wojenne, między innymi do Rzeczypospolitej. Nadawał mu tytuły mające budować w nim ducha żołnierza, jak choćby „żołnierza roty bombardującej”, co brzmiało dumnie, ale w praktyce oznaczało ciągłe wystawianie młodego księcia na stres, w którym nie czuł się dobrze. Aleksy, zamiast dojrzewać do roli wodza, coraz bardziej się cofał. Bał się walki, bał się gniewu ojca, bał się tego, że nigdy nie będzie „dość Piotrem”, aby zasłużyć na akceptację. A gdy człowiek żyje w strachu, często sięga po najłatwiejsze schronienie. Dla Aleksego takim schronieniem stał się alkohol.
Car miał też zwyczaj decydowania o prywatnym życiu syna tak, jak decydował o kroju bojarskich kaftanów. Wybrał mu żonę – Zofię Karolinę, znaną w źródłach jako Charlotta z Brunszwiku-Wolfenbüttel. Małżeństwo miało być politycznym układem i europejskim „dowodem”, że Rosja wchodzi do gry na zachodnich zasadach. Dla Aleksego było to małżeństwo obce, narzucone, w dodatku z kobietą, która – jak piszesz – nie podobała mu się fizycznie. Nawet jeśli opisy urody są tu echem plotek, jedno jest pewne: to nie był związek z wyboru serca. To był kolejny rozkaz.
W tej historii jest moment, który działa jak zapalnik. Piotrowi I urodził się kolejny syn, a Aleksy – wstrząśnięty, przerażony i być może wreszcie widzący szansę ucieczki – zrzekł się tronu. W normalnym państwie byłaby to sprawa rodzinna i polityczna. W państwie Piotra Wielkiego była to zdrada. Car postawił synowi ultimatum: albo stanie się godnym następcą – czyli zaakceptuje reformy, porzuci „stare” sympatie i będzie kontynuował twardą linię ojca – albo zostanie mnichem. W przytoczonym fragmencie listu Piotra czuć nie tylko gniew, ale i pogardę: ojciec oskarża syna o nienawiść do jego dzieła i zapowiada, że gdy go zabraknie, Aleksy stanie się niszczycielem wszystkiego, co car zbudował. W tej logice nie ma miejsca na wahanie. Jest tylko lojalność albo eliminacja.
Aleksy wybrał klasztor – przynajmniej na papierze. Jednak zanim zdążył wstąpić do monasteru, uciekł do Austrii, szukając pomocy u swojego szwagra, cesarza Karola VI. To nie była ucieczka romantyczna. To był ruch desperata, który wie, że w Rosji czeka go albo życie w przerażeniu, albo śmierć. W dodatku ucieczka carewicza była politycznym skandalem: następca tronu „wynosi” rosyjskie problemy na europejskie salony, a to dla Piotra było nie do zniesienia.
Car odebrał to jako nieposłuszeństwo – a nieposłuszeństwo traktował jak zarazę. Wysłał do syna posłańców, którzy zapewniali, że okaże łaskę, jeśli Aleksy wróci. Te obietnice brzmiały jak miękki aksamit, ale pod spodem była stal. Aleksy wrócił, bo uwierzył – albo dlatego, że zrozumiał, iż Europa nie da mu prawdziwej ochrony przed ojcem, który potrafi sięgnąć po każdego. Gdy stanął przed Piotrem, padł na kolana, wyznał winę i błagał o litość. W tej scenie jest coś teatralnie przerażającego: syn na kolanach, ojciec w roli sędziego, a wokół dwór, który patrzy i zapamiętuje, po czyjej stronie jest przyszłość. Piotr był gotów okazać łaskę, ale tylko pod warunkiem rezygnacji z tronu i wskazania „zdrajców”. Ojciec i syn udali się do sąsiedniej komnaty. Tam Aleksy wydał wspólników i zrzekł się praw do tronu. Właśnie w tym miejscu kończy się możliwość powrotu do normalności. Bo jeśli syn raz wyznał wszystko, to znaczy, że w oczach ojca stał się nie tylko słaby, ale i groźny – bo człowiek słaby bywa nieprzewidywalny. A Piotr nienawidził nieprzewidywalności.
Aleksy Piotrowicz Romanow, wikipedia
Piotr nie tolerował zdrady. Do przeprowadzenia śledztwa powołał Tajną Kancelarię Spraw Śledczych. Brzmi urzędowo, niemal niewinnie, ale w praktyce była to instytucja stworzona po to, by wycisnąć zeznania z człowieka jak wodę z mokrej szmaty. W trakcie przesłuchań carewicz wydał swoich wspólników, między innymi Glebowa, Ignatiewa i Kikina. Potem ruszyła machina, w której okrucieństwo było nie skutkiem ubocznym, lecz metodą. Tortury, publiczne przypalanie rozgrzanym żelazem, łamanie kołem, przybijanie gwoździami i pozostawianie na powolną śmierć – to wszystko miało jeden cel: pokazać Rosji, że nawet cień spisku zostanie wytępiony, a lojalność wobec cara jest jedyną formą bezpieczeństwa.
Aleksy został osadzony w twierdzy petersburskiej i kilkakrotnie poddany torturom. W 1718 roku, 25 czerwca, sąd ogłosił go winnym przestępstw przeciwko carowi i ojcu i skazał na śmierć. Zwraca uwagę ten podwójny zapis: przeciwko państwu i przeciwko ojcu. W świecie Piotra te dwa porządki były jednym i tym samym. Car objął syna i pocałował go w usta. To gest, który w normalnych okolicznościach znaczyłby przebaczenie. Tutaj był jak pieczęć przyłożona do wyroku: oto ojciec w jednej chwili odgrywa czułość, by następnego dnia syn już nie żył.
Bezpośrednia przyczyna śmierci carewicza do dziś budzi spory. Oficjalnie podano udar. Ale wersje alternatywne mówią o tym, co w tamtych realiach było najbardziej prawdopodobne: tortury, zakażenia, utrata krwi, być może trucizna, być może uduszenie. Przytoczona opinia, że plecy Aleksego zostały odarte ze skóry i posiekane do kości po biczowaniu knutem, jest szczególnie wstrząsająca, bo pokazuje brutalną arytmetykę tej epoki: czterdzieści uderzeń mogło zabić silnego mężczyznę, a Aleksy miał znieść znacznie więcej. Nawet jeśli część relacji obrastała w legendę, sens pozostaje ten sam: carewicz nie „umarł”. On został złamany aż do śmierci.
I wtedy nastąpiło coś, co brzmi jak scena z koszmaru: na następny dzień car urządził huczną zabawę na pamiątkę zwycięskiej bitwy pod Połtawą. Jakby śmierć syna była tylko epizodem, drobną korektą w wielkim dziele budowy imperium. 30 czerwca 1718 roku wieczorem, w obecności cara i carycy, złożono ciało carewicza w katedrze Piotra i Pawła obok trumny jego zmarłej żony. Nie było żałoby. W tej ciszy kryje się jedno z najstraszniejszych zdań, jakie można dopisać do historii: państwo nie płacze po własnym następcy, bo w państwie Piotra uczucia są podejrzane.
Nikolai Nikolaevich Ge „Piotr Wielki przesłuchuje carewicza Aleksieja Pietrowicza w Peterhofie”, domena publiczna
Hulaszczy tryb życia mocno nadszarpnął zdrowie Piotra Wielkiego. Gdy zbliżał się do czterdziestki, zaczęły się problemy zdrowotne, które z czasem tylko narastały. Chorował raz po raz, kilkakrotnie puszczano mu krew, przeszedł kurację odrobaczającą, ale niewiele to pomogło. W jednej z biografii pojawia się opis medyczny, który brzmi jak katalog cierpień: przerost gruczołu krokowego, zapalenie nerek i objawy choroby wenerycznej, a nawet „gnijące rany na ciele”. To ważne, bo Piotr przez całe życie traktował własne ciało jak narzędzie – a narzędzia się zużywają. On jednak nie umiał zwolnić. Im bardziej słabł fizycznie, tym mocniej zaciskał pięść na państwie.
Gdy umierał w 1725 roku, miał 53 lata. Jego jęki i krzyki słychać było w całym Pałacu Zimowym. Imperator konał w mękach, krzyczał, że „pali go” w trzewiach. Potem zapadł w śpiączkę, z której już się nie wybudził. Śmierć, która przyszła po tyrana, nie była szybka ani łaskawa. Była jak zwierciadło jego własnych metod: długie cierpienie, brak ulgi, brak miękkiego zakończenia.
Ciała Piotra Wielkiego nie pochowano w grobowcu przez sześć lat. Trzeba było go nawet zabalsamować w oczekiwaniu na pochówek – czego nie zrobiono żadnemu innemu rosyjskiemu carowi. Sam cesarz przez całe życie przygotowywał się do własnego pogrzebu. Piotr, przeciwnik wielu starych rosyjskich tradycji, nie chciał być pochowany jak moskiewscy carowie – następnego dnia po śmierci. Wolał pompatyczne i długie pożegnania, na wzór monarchów europejskich. Uczył się tego świadomie, wręcz programowo: zmuszał rosyjskich dyplomatów za granicą do uczestnictwa w pogrzebach, a czasem sam brał w nich udział, jakby zbierał notatki do własnego ceremoniału.
Piotr na łożu śmierci. Obraz Iwana Nikitina (domena publiczna).
Ciała Piotra Wielkiego nie pochowano w grobowcu przez sześć lat. Trzeba było go nawet zabalsamować w oczekiwaniu na pochówek, czego nie zrobiono żadnemu innemu rosyjskiemu carowi.
Cesarz przez całe życie przygotowywał się do własnego pogrzebu. Piotr, przeciwnik wielu starych rosyjskich tradycji, nie chciał być pochowany jak moskiewscy carowie – następnego dnia po śmierci. Zamiast tego chciał pompatycznych i długich pożegnań, jak to robili królowie europejscy, czego nauczył się na prawdziwych przykładach: zmuszał rosyjskich dyplomatów za granicą do brania udziału w pogrzebach i robił to również sam.
Dlatego też, gdy w 1725 roku nadszedł jego czas, pożegnanie było bezprecedensowe. Sama ceremonia pożegnalna w pałacu trwała 42 dni. W pobliżu trumny nie było ani jednej rosyjskiej ikony religijnej (co też wcześniej trudno było sobie wyobrazić). Kondukt pogrzebowy liczył 11 000 osób. Jego gigantyczną, dwumetrową trumnę przeniesiono do katedry Piotra i Pawła nad zamarzniętą Newą.
Sala pogrzebowa Piotra I, domena publiczna
Dlatego gdy w 1725 roku nadszedł jego czas, pożegnanie było bezprecedensowe. Ceremonia pożegnalna w pałacu trwała 42 dni. W pobliżu trumny nie było ani jednej rosyjskiej ikony religijnej – rzecz wcześniej niemal niewyobrażalna w kraju, gdzie sacrum było wplecione w każdy gest władzy. Kondukt pogrzebowy liczył około 11 tysięcy osób. Gigantyczną, dwumetrową trumnę przeniesiono do katedry Piotra i Pawła nad zamarzniętą Newą – w scenografii, która wygląda jak teatralny finał epoki: lód, tłum, milczące miasto i ciało władcy, który wolał kamień, metal i dyscyplinę od modlitwy.
Jednak w katedrze jego trumna nie została pochowana przez sześć lat. W międzyczasie zmarła także żona Piotra, Katarzyna I, i jej trumna została umieszczona obok jego. Wśród ludności zaczęły krążyć pogłoski, że cara nie pochowano, bo na jego ciele prowadzi się „diabelskie eksperymenty”. To plotka idealnie dopasowana do reputacji człowieka, który kochał sekcje zwłok i kolekcjonował osobliwości w Kunstkamerze. Ludzie opowiadają takie historie, gdy nie potrafią zrozumieć, dlaczego coś się dzieje – i gdy władza przyzwyczaiła ich do tego, że za drzwiami pałacu możliwe jest wszystko.
Prawda okazała się bardziej prozaiczna, choć i tak wymowna. Car pomyślał o wszystkim – tyle że nie mógł przewidzieć własnej nagłej śmierci – i nie zdążył dokończyć budowy swojego grobowca oraz całej katedry. Gdy Piotr Wielki zmarł, umieszczono go w tymczasowej drewnianej kaplicy wewnątrz budowanego budynku, jakby nawet po śmierci był „w trakcie realizacji”. To bardzo piotrowe: nic nie jest domknięte, wszystko jest projektem, nawet własny grób.
Co ciekawe, kiedy ostatecznie go pochowano, zrobiono to w taki sposób, aby nie można było go ekshumować – aby dotrzeć do miejsca spoczynku, trzeba byłoby naruszyć konstrukcję całej katedry. Jakby państwo chciało powiedzieć: nie ruszajcie go, bo wraz z nim ruszycie fundament. I może właśnie to jest najlepsza puenta tej historii. Piotr Wielki zbudował imperium, ale wmurował w nie strach. A strach, raz wpuszczony do fundamentów, trzyma się dłużej niż kamień.
Źródła:
Nieobliczalni i okrutni. Pięciu najbrutalniejszych carów Rosji
https://www.kunstkamera.ru/
Zemsta cara Piotra Wielkiego na pierworodnym synu, który go zdradził. Kara była straszna
Piotr I Wielki – bezwzględny reformator miłośnikiem anatomii
https://polona.pl/item-view/0e41b45a-5c01-4af5-9089-3cc9a86bdf1c?page=2
P.S
Istnieje jeszcze teoria spiskowa, jakoby car Piotr I nie był prawdziwym, tylko został „podmieniony” podczas pobytu w Europie. W Moskwie plotkowano: „Władca nie jest pochodzenia rosyjskiego, a nie syn cara Aleksieja Michajłowicza” (zresztą ani fizycznie, ani mentalnie nie był w ogóle podobny do cara Aleksego). Ale to już chyba byłoby za dużo…
https://fakeoff.org/pl/history/car-piotr-pierwszy-nigdy-nie-by-rosjaninem
https://historyancient.ru/pl/textbooks/kem-byl-petr-i-ili-petr-velikii-dlya-rossii-na-samom-dele-pravda-li-chto/