Inspiracja: „Nasza pani z Ravensbrück” Marta Grzywacz, wyd. W.A.B, 2020 r.
Niektórzy badacze uważają, że za okrucieństwem kobiet stała chęć władzy i kontroli, a także poczucie lojalności wobec sprawy nazistowskiej. Inni sugerują, że mogły one cierpieć na różne problemy psychiczne, takie jak sadyzm lub socjopatia, co czyniło je bardziej skłonnymi do popełniania aktów przemocy. Jeszcze inni wysuwają teorię, że trudy wojennego życia, brak mężczyzn i poczucie bezkarności popychały kobiety do zbrodni. Niestety wiele strażniczek po zakończeniu wojny ukryło się, udało im się wtopić w „tłum” i uniknęło kary za swoje postępowanie. Tylko niewielka liczba została osądzona i skazana za zbrodnie wojenne i otrzymała albo kary więzienia albo śmierci.
Jak podają statystyki, prawie 10 % personelu obozowego stanowiły kobiety- ok. 3200. Nazywano je SS-Aufseherin (nadzorczynie). Do pracy w obozach zgłaszały się przede wszystkim dla pieniędzy. W niemieckich gazetach pojawiały się ogłoszenia: „Pilnowanie więźniów”, „Praca nie wymagająca wysiłku fizycznego”, „Okaż swoją miłość do Rzeszy. Wymagania: wiek między 21 a 45 lat, dobra kondycja fizyczna, czysta kartoteka”. Kursy na aufzejerki trwały od 4 tygodni do 6 miesięcy. Często zgłaszały się kobiety spokojne, mające na utrzymaniu rodzinę (mężowie walczyli na wojnie): fryzjerki, pomoce domowe, konduktorki tramwajowe, śpiewaczki operowe czy emerytowane nauczycielki. W rozkazie Heinricha Himmlera nakazano, aby esesmani uważali strażniczki za równe sobie, co sprzyjało zawiązywaniu bliższych relacji. W stosunkowo niewielkim podobozie Helmbrechts, niedaleko Hof w Niemczech komendant obozu Wilhelm Dörr otwarcie utrzymywał stosunki seksualne z nadzorczynią Hertą Haase-Breitmann-Schmidt.
Kolejną cechą straży kobiecej była korupcja. Pieniądze i kosztowności były źródłem ogromnych „dodatkowych” dochodów. Zresztą mężczyźni również mieli w tym swój udział. Wspomniany już Georg Wallisch, był aresztowany za kradzież złotego pierścionka i zegarka należących do Żydów zagazowanych w komorze.
Innym przykładem było małżeństwo Kochów: Ilse „Czarownica z Buchenwaldu” i Karl. Zdefraudowali miliony niemieckich marek. Karl został skazany i stracony pod sam koniec wojny (oprócz korupcji Koch został oskarżony o zabicie dwóch więźniów, którzy potajemnie leczyli na syfilis komendanta obozu koncentracyjnego). Ilse została skazana na karę dożywocia za zbrodnie przeciwko ludzkości. Odsiedziała 20 lat. W 1967 r. powiesiła się na prześcieradle w swojej celi w Aichach w wieku 60 lat. Miała urojenia i nabrała przekonania, że osoby, które przeżyły obóz koncentracyjny, będą ją wykorzystywać w jej celi.
Zresztą Ilse Koch, nazywana wiedźmą, suką, wilczycą, była jedną z najbardziej okrutnych zbrodniarek wojennych. Jako żona komendanta obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, miała ogromną władzę i była znana z sadystycznego traktowania więźniów. Miała szczególną obsesję na punkcie zbierania ludzkiej skóry, z której robiła abażury, okładki książek, rękawiczki, torebki i inne artykuły gospodarstwa domowego. Kazała również wycinać wytatuowane skrawki skóry więźniów, żeby mieć „ciekawsze okazy” do swojej kolekcji. Wiadomo, że brała udział w torturowaniu i mordowaniu więźniów, w tym dzieci. Jej działania były tak ohydne, że nawet inni oficerowie SS uznali jej zachowanie za odrażające i uważali, iż jest chora psychicznie. W swojej menażerii miała niedźwiedzia, któremu co dzień rzucano więźnia. Małżeństwo lubiło przyglądać się jak zwierzę rozszarpuje nieszczęśnika.
Ilse i Karl Koch mieli jednego syna i dwie córki. Jeden z nich popełnił samobójstwo po wojnie, „bo nie mógł żyć ze wstydem zbrodni rodziców”.
Hermine Braunsteiner, przed wojną była pomocą domową. Została obozową strażniczką, bo jak sama twierdziła, brakowało jej pieniędzy na czynsz.
„…obok „Kobyły” przechodziła pewna kobieta z plecakiem. Ta uderzyła w plecak szpicrutą i ku jej zdziwieniu ze środka dobiegł płacz. Zerwała plecak z tej kobiety, otworzyła go i wyciągnęła ze środka małego chłopca, najwyżej dwuletniego. Malec wyrwał się jej i zaczął uciekać. „Kobyła” wrzeszcząc pobiegła za nim, powaliła kopniakiem na ziemię i z pistoletu strzeliła dziecku prosto w twarz…”
Irma Grese, była strażniczką nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück i Auschwitz oraz służyła jako naczelnik sekcji kobiecej w Bergen-Belsen. Była ochotniczką SS. Do Oświęcimia trafiła jako 20-latka, gdzie sprawowała nadzór nad 30 barakami (ok. 30 tys. kobiet). Nazywana była „piękną bestią” i „hieną z Auschwitz”. „Jej ciało było perfekcyjne w każdym calu, miała czystą, anielską twarz i niebieskie, najbardziej błyszczące i niewinne oczy, jakie można sobie wyobrazić. Jednocześnie była najbardziej okrutną i zdemoralizowaną osobą, jaką spotkałam” – wspominała Gisella Perl, była więźniarka Auschwitz.
Była zawsze pięknie ubrana. Z pistoletem, batem (miała celofanowy pejcz z nabitymi metalowymi ćwiekami i perłami, który przecinał ciała więźniarek) i psem przechadzała się po obozie. Eskortowała więźniarki do pracy. Jeżeli któraś z nich nie była w stanie dojść do baraku, wtedy Irma spuszczała psy ze smyczy… „Psy szarpały ciała dziewczynek. Irma podeszła bliżej, aby obserwować, co robią. Jej oczy były przekrwione. Widok krwi zdawał się ją upajać. Dyszała. Była podekscytowana seksualnie – każdy mógł to zobaczyć”, tak wspominała Judith Strick-Dribben.
Dopuszczała się gwałtów na więźniach i więźniarkach. Była też kochanką doktora Mengele. Kiedy zaszła w ciążę, kazała obozowej lekarce (grożąc jej śmiercią), dokonać dyskretnej aborcji.
Irma pisała pamiętniki, nazywane przez nią „myślami politycznymi”, gdzie fantazjowała nawet o samym Hitlerze.
Została ujęta podczas próby ucieczki. Sądzona w tzw. procesie Bergen- Belsen z innymi zbrodniarzami, m.in. z SS-Hauptsturmführerem Josefem Kramerem („Bestia z Belsen”), byłym komendantem Birkenau, została skazana na śmierć. Nie okazała skruchy. Podobno całą noc przed egzekucją śpiewała nazistowskie piosenki. 13 grudnia 1945 r. została powieszona. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Schnell!” Miała 22 lata.
Z listu otwartego do Irmy Grese: „(…) Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tortur i form prześladowania, które wymyśliłaś, ani dla twojego bestialskiego sadyzmu, któremu dałaś upust. (…) My, twoje ofiary, nie chcemy, żebyś umarła. (…) Chcemy widzieć, jak dźwigasz ciężkie kamienie, boso i w łachmanach. Chcemy widzieć cię okrutnie i bezlitośnie bitą, tak jak ty okrutnie i bezlitośnie biłaś nas. Chcemy, żebyś była tak głodna, abyś, tak jak my, nie mogła w nocy zasnąć. (…) Chcemy patrzeć na ciebie, »piękną dziewczynę«, jak przeistaczasz się w worek skóry i kości (…) Skazujemy cię na życie w cierpieniu, w jakim my żyliśmy”. Podpisano: Schutzhaftling Nr 45554 (była więźniarka Isabella Rubinstein).
Maria Mandl była córką austriackiego szewca i komendantką obozu Auschwitz-Birkenau. W 1939 r. roku trafiła do Ravensbrück, a w roku 1942 – do Auschwitz. Uważa się, że osobiście odpowiadała za śmierci ponad 500 000 więźniów. Więźniarki nazywały ją „sadystką”, „piekielnicą”, „potworem w ludzkim ciele”, a najczęściej „bestią”. Według niektórych relacji Mandl często stała przy bramie do Birkenau, czekając, aż więzień się odwróci i spojrzy na nią: każdy, kto to zrobił, był usuwany z linii i nigdy więcej o nim nie słyszano.
Była tak okrutna i nieobliczalna, że kiedy się zbliżała, wszyscy milkli. Nikt nie wiedział kiedy i za co zostanie skatowany. Znana jest historia wyrzucenia przed barak nowonarodzonego dziecka na pewną śmierć. Niemowlę zostało zjedzone przez szczury. W Brzezince na rozkaz nadzorczyni dzieci topiono i palono żywcem w piecach.
„Za co tak biła, kopała, przewracała? Za kurz na obuwiu, za odwrócenie głowy, za obcieranie nosa, za wysunięcie naprzód jednej nogi, za krzywe zawiązanie chustki na głowie, za to, że chusteczka do nosa wyglądała z kieszeni” – opowiadała więźniarka, Helena Tyrankiewicz.
Była też nazywana „melomanką”. Z jej inicjatywy z więźniarek zajmujących się wcześniej muzyką powstała kobieca orkiestra, która u bram obozu koncentracyjnego witała wesołymi melodiami przybywających na śmierć.
Wpadła w ręce Amerykanów, którzy w 1946 roku wydali ją władzom Polski Ludowej. W tzw. procesie oświęcimskim została skazana na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano w 1948 r.
Herta Ehlert była niemiecką strażniczką SS i nadzorcą kilku nazistowskich obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej, w tym Ravensbrück i Auschwitz-Birkenau.
Znana była z brutalności i zaangażowania w selekcję i egzekucję więźniów. Po wojnie Ehlert została aresztowana i osądzona za zbrodnie wojenne, ostatecznie skazana na dożywocie w 1949 roku. Została zwolniona warunkowo w 1954 roku i prowadziła stosunkowo spokojne życie aż do śmierci w 1997 roku.
Strażniczki obozowe Bergen-Belsen SS idą do pracy przy usuwaniu zmarłych. Na zdjęciu: Hildegard Kanbach (pierwsza od lewej), Magdalene Kessel (druga od lewej), Irene Haschke (w środku), Herta Ehlert (druga od prawej, częściowo ukryta) i Herta Bothe (pierwsza od prawej ).
Greta Bösel– była strażniczką w obozie w Ravensbrück. Z wykształcenia pielęgniarka pełniła funkcję Arbeitseinsatzführerin (nadzorczyni pracy), która polegała m.in. na selekcjonowaniu kobiet do komory gazowej. Słynne było jej powiedzenie: „Jeśli nie mogą pracować, niech gniją”. Po marszu śmierci więźniów z Ravensbrück w następstwie zbliżającego się wyzwolenia przez Armię Czerwoną , Bösel uciekła z obozu wraz z mężem. Później została złapana, aresztowana przez wojska brytyjskie i sądzona w pierwszym procesie w Ravensbruck. Greta nie przyznała się do winy i stworzyła wizerunek kobiety bezsilnej i nieświadomej. Sąd uznał ją winną znęcania się, zabójstwa i udziału w „selekcjach” i skazał na śmierć. Wyrok wykonano w 1947 r.
Jenny-Wanda Barkmann była nadzorczynią, w podobozie kobiecym Stutthof SK-III, gdzie brutalnie znęcała się nad więźniami, katując na śmierć. Selekcjonowała także kobiety i dzieci do komór gazowych. Była tak bezlitosna, że więźniarki nadały jej przydomek „Piękne Widmo”. Kiedy Rosjanie zbliżali się do Stutthofu uciekła z obozu. Została jednak złapana na dworcu w Gdańsku i aresztowana. Podczas procesu śmiała się i flirtowała ze strażnikami więziennymi. Uznana za winną została skazana na śmierć. Tak skomentowała wyrok „Życie jest rzeczywiści e przyjemnością, a przyjemności są zwykle krótkie”. Powieszona na Biskupiej Górce pod Gdańskiem w 1946 r. Miała 24 lata.
Emma Zimmer, która pracowała jako strażniczka SS w trzech obozach koncentracyjnych. Po wojnie została zatrzymana przez żołnierzy USA i wywieziona do obozu dla internowanych w Ludwigsburgu, gdzie została przekazana władzom brytyjskim. Została skazana na śmierć przez powieszenie przez brytyjski trybunał wojskowy.

Elisabeth Lupka nadzorczyni w Auschwitz i Ravensbrück, została skazana na śmierć przez powieszenie. W Auschwitz była odpowiedzialna za selekcję kobiet do komór gazowych. Znana była z okrucieństwa, zwłaszcza uwielbiała katować więźniarki biczem. Jej zwłoki przekazano Uniwersytetowi Jagiellońskiemu do celów naukowych.
Kuriozalne były niskie wyroki, a nawet uniewinnienia, jak w przypadku Johanny Altvater. Pracowała ona w getcie w Włodzimierzu Wołyńskim jako sekretarka komendanta Wilhelma Westerheide. Zabijała z zimną krwią i znęcała się nad Żydami. Oskarżono ją o zabójstwa: chłopca, którym uderzała o ścianę na oczach jego ojca, dzieci, które wyrzuciła przez okno z trzeciego piętra szpitala, a potem zeszła na dół sprawdzić czy wszystkie zginęły. Ostatecznie została uniewinniona z powodu sprzecznych zeznań i ogólnego braku dowodów! Westerheide również został uniewinniony!!!
Jednym z nielicznych wyjątków od wizerunku brutalnej nadzorczyni była Klara Kunig, strażniczka obozowa w Ravensbrück i jego podobozie Dresden-Universelle. Kiedy naczelniczka obozu zwróciła uwagę, że Klara jest zbyt uprzejma i życzliwa dla więźniów, została zwolniona z pracy. Klara wyjechała do Drezna. Co się z nią później stało- nie wiadomo. Być może zginęła w bombardowaniu miasta 13 lutego 1945 r.
Kolejną taką osoba była Johanna Langefeld, strażniczka z Ravensbrück i Auschwitz, którą od wyroku uratowały byłe więźniarki (pomogły uciec jej z krakowskiego więzienia). Kiedy po dlugiej nieobecności wróciła do obozu, wszystkie wiwatowały na jej cześć. „Gdy zobaczyłyśmy, że wraca, poczułyśmy wielką ulgę. Langefeld odnosi ła się do nas po ludzku. W jej oczach zasługiwałyśmy na szacunek, bo byłyśmy czyste i pracowite. Starała się unikać kar, a jeśli je stosowała, to umiarkowanie i za cięższe przewinienia, jak złodziejstwo. Dlatego gdy zobaczyłyśmy, że wraca, nasza radość była ogromna. Bo Maria Mandl była potworem”– wspominała Kamilla Janowycz-Sycz. Kiedy Johana miała sporządzić listę kobiet przeznaczonych na śmierć, niszczyła raporty i meldunki strażniczek funkcyjnych lub delegowała do tej pracy swoje zastępczynie „egzekucje były wbrew jej woli, gdyż w tym czasie widać było po niej przygnębienie”. Po powrocie do Niemiec Johanna zamieszkała u swojej siostry w Monachium. Zmarła w 1974 r. w wieku 74 lat.
Niestety zbyt mało strażniczek stać było na to, aby traktować więźniów po ludzku.
Źródła uzupełniające:
https://rarehistoricalphotos.com/female-guards-concentration-camps/
https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177342,25623853,polskie-wiezniarki-pomogly-jej-uniknac-wiezienia-kim-byla-johanna.html
https://time.news/meet-the-exterminating-angel-who-killed-mercilessly-in-nazi-times/