Ze względu na swój duży i odległy charakter (osiemset tysięcy akrów, otoczone z trzech stron górami), Dugway Proving Ground to miejsce testowania broni konwencjonalnej i szkolenia pustynnego dla Rangersów. W latach 50. i 60. testy te obejmowały sprawdzanie pocisków artyleryjskich, bomb lotniczych oraz lotniczych zbiorników rozpylających zaprojektowanych do rozpraszania chemicznych i biologicznych środków bojowych.
Momentem, w którym mroczne sekrety Dugway przebiły się do świadomości publicznej, był incydent z 1968 roku, który rozegrał się w pobliskiej Skull Valley (Dolina Czaszek). 14 marca urzędnicy stanowi i weterynarze zostali wezwani, aby zbadać doniesienia o tysiącach chorych i nieruchomych owiec na północny wschód od bazy. Podejrzenie natychmiast padło na centrum wojskowe, ponieważ 13 marca miały miejsce trzy wydarzenia z użyciem środków paralityczno-drgawkowych na wolnym powietrzu. Najważniejszym z nich był test z udziałem myśliwca F-4, który operował dwoma zbiornikami rozpylającymi TMU-28B, z których każdy zawierał 160 galonów (ok. 600 litrów) VX — trwałego i wysoce toksycznego środka paralityczno-drgawkowego.
Środek VX, będący cieczą, a nie gazem, został zaprojektowany tak, by opadać na ziemię i skażać określony obszar. Mimo starannego planowania testu i użycia symulantów, samolot rozpylił ciecz około trzydziestu mil od pasma górskiego oddzielającego poligon od stad hodowców. Chociaż naukowcy zdołali udokumentować 98% rozpylonego środka, nieprzewidziana zmiana wiatru przeniosła śmiertelną chmurę daleko poza założony obszar testowy, powodując masową chorobę i śmierć zwierząt. Najbardziej szokującym elementem incydentu była rażąca luka w wiedzy naukowej wojskowych badaczy. Mimo piętnastu lat pracy z VX, naukowcy w Dugway nie mieli pojęcia, jak środek działa na zwierzęta hodowlane w warunkach polowych, zwłaszcza po spożyciu skażonej trawy, co było bezpośrednią przyczyną katastrofy. Co więcej, próby odtworzenia objawów u owiec w warunkach laboratoryjnych zakończyły się niepowodzeniem, pogłębiając naukową zagadkę i sugerując, że incydent był bardziej złożony niż tylko błąd operacyjny.
Równocześnie, rygorystyczna narzucona tajemnica Zimnej Wojny zakazywała naukowcom ujawniania cywilom jakichkolwiek danych na temat VX. Ta wymuszona cisza — nawet w obliczu katastrofy ekologicznej — natychmiast została zinterpretowana przez opinię publiczną i media jako dowód winy Armii i celowe tuszowanie skali zagrożenia, eskalując kryzys do rangi skandalu narodowego. Wojsko, próbując ukryć katastrofę, dopóki sprawa nie trafiła do wiadomości publicznej 19 marca, obnażyło swoją cyniczną strategię militarną: testować najgroźniejszą broń w pobliżu cywilów, z góry zakładając, że w razie katastrofy wszystko da się ukryć.
Kontrowersje pogłębił fakt, że tysiące chorych owiec wciąż żyło tygodnie po incydencie, ale wielu hodowców zastrzeliło swoje zwierzęta, by przedstawić je Armii jako „dowód” strat. Ostatecznie, aby uniknąć długotrwałej debaty, Armia postanowiła się wykupić: wypłacono 376 685 dolarów za łącznie 6249 owiec (zarówno rzekomo zabitych, jak i zastrzelonych przez hodowców), co stanowiło kwotę około dwukrotnie wyższą od ówczesnej wartości rynkowej. Choć pieniądze uspokoiły hodowców, a Armia uniknęła oficjalnego przyznania się do winy, sprawa ta pociągnęła za sobą debatę krajową na temat etyki i roli rządu USA w rozwijaniu broni chemicznej i biologicznej.
Incydent z VX w Dugway nie był odosobniony. Wydarzył się w czasie, gdy intensywne użycie Agent Orange w Wietnamie (czynnik pomarańczowy- to był silnie toksyczny herbicyd i defoliant (środek powodujący opadanie liści), masowo używany przez Armię Stanów Zjednoczonych w czasie wojny w Wietnamie (1961–1971) w ramach operacji Ranch Hand.) budziło szerokie kontrowersje w Kongresie, a latem 1969 roku Sekretarz Generalny ONZ opublikował raport ostrzegający przed rosnącym rozprzestrzenianiem się broni chemicznej i biologicznej, podkreślając brak globalnej obrony. Dodatkowo, wyciek broni chemicznej na Okinawie w tym samym roku, związany z nieprawidłowo składowaną, starzejącą się amunicją z gazem sarin (silny środek paralityczno-drgawkowy), doprowadził do zatrucia ponad dwudziestu amerykańskich żołnierzy, którzy pracowali w pobliżu bunkrów. Choć ofiary wyzdrowiały, fakt, że USA przechowywały śmiercionośną broń chemiczną w gęsto zaludnionym cywilnym obszarze, bez wiedzy rządu Japonii, wywołał kryzys dyplomatyczny i stał się medialnym dowodem na niezdolność wojska do kontrolowania tych substancji. Pod wpływem tych wydarzeń, Kongres zareagował zdecydowanie: w listopadzie 1969 roku uchwalono ustawę publiczną, która zakazała testowania na wolnym powietrzu wszelkich śmiercionośnych środków chemicznych i biologicznych w USA, skutecznie zmuszając wszystkie przyszłe testy do bezpiecznych, zamkniętych laboratoriów. To legislacyjne uderzenie niemal całkowicie wstrzymało modernizację broni chemicznej w Stanach Zjednoczonych.

Rolnicy sprawdzający ciała martwych owiec na ranczu w pobliżu poligonu doświadczalnego Dugway Proving Ground w stanie Utah. Rolls Press/Popperfoto/Getty Images
Incydent z owcami to tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o naturę prowadzonych w DPG badań. Ponieważ placówka ta specjalizuje się w rozwoju i testowaniu broni chemicznej i biologicznej, co jest nierozerwalnie związane z prowadzeniem wysoce kontrowersyjnych eksperymentów na zwierzętach, a pośrednio, narażaniem ludzi. Jednym z najbardziej niepokojących programów był Project Bellwether prowadzony w latach 60. W jego ramach testowano broń wektorową, czyli broń, która do roznoszenia patogenów wykorzystuje żywe organizmy. Naukowcy z Dugway zaszczepiali komary i pchły bakteriami i wirusami, a następnie testowali metody ich rozprowadzania. Najbardziej kontrowersyjne jest to, że zarażone owady były następnie celowo wypuszczane na grupy ochotników wojskowych. Dla żołnierzy-ochotników zaangażowanych w programy takie jak Bellwether, rzeczywiste konsekwencje nie zakończyły się wraz z opuszczeniem Dugway. Chociaż wojsko utrzymywało, że w testach używano simulantów (takich jak uważany za nieszkodliwy Bacillus globigii) lub wyjątkowo osłabionych patogenów, dla tysięcy weteranów ekspozycja ta stała się źródłem chronicznej niepewności i długoletnich problemów zdrowotnych. W późniejszych dekadach wielu z nich zgłaszało problemy takie jak nowotwory, chroniczne zmęczenie, choroby autoimmunologiczne czy niewyjaśnione schorzenia neurologiczne. Największą konsekwencją była jednak absolutny brak długoterminowej opieki medycznej oraz systematyczne zaprzeczanie przez Armię, że ich dolegliwości mają związek z testami. Zostali pozostawieni sami sobie w walce z biurokracją i tajemnicą wojskową, a ich historie na nowo otworzyły debatę o etyce i moralności tajnych eksperymentów prowadzonych na obywatelach przez własny rząd.
Dodatkowo, w Dugway opracowywano metody pakowania i transportu niebezpiecznych patogenów. Ujawniono, że baza wielokrotnie wysyłała do laboratoriów na całym świecie żywe bakterie wąglika (anthrax), twierdząc, że są one nieaktywne. Raporty wykazały, że pracownicy DPG celowo manipulowali danymi w dokumentach, by ukryć prawdziwy stan transportowanych patogenów, co jest dowodem na permanentne fałszowanie informacji w obrębie placówki.

Kontrowersje wokół Dugway nie są jedynie historyczne. Baza ma udokumentowaną historię rażących błędów i niewiarygodnie słabej kontroli nad najgroźniejszymi substancjami.

Dugway Proving Ground to baza, której sekrety są wciąż aktywne. Od skrajnie nieetycznych testów na ludziach z użyciem owadów, przez notoryczne problemy z bezpieczeństwem, aż po tajemnice wojskowe nowej generacji. To, co czyni Dugway tak intrygującym, to fakt, że w przeciwieństwie do Strefy 51, udokumentowane błędy i tuszowanie faktów są rzeczywiste i wciąż się powtarzają.
Historia tej pustynnej placówki nie została jeszcze zamknięta. Największa tajemnica Dugway tkwi w tym, jakie eksperymenty są prowadzone tam dziś, ukryte pod płaszczykiem walki z terroryzmem i bronią masowej zagłady. Czy wojsko rzeczywiście wyciągnęło wnioski z katastrof z przeszłości, czy też w cieniu Doliny Czaszek ryzyko kolejnej, niewyobrażalnej katastrofy rośnie z każdą przeprowadzoną próbą?
To pytanie pozostaje otwarte dla każdego, kto odważy się dalej zgłębiać te mroczne wojskowe archiwa.